Fojut ratuje remis. Pogoń – Wisła Płock 1:1

Mało emocji przyniosło poniedziałkowe spotkanie Pogoni Szczecin. Bez dopingu kibiców Portowcom udało się zremisować i chyba taką grą nie zdołali przekonać do siebie zdenerwowanych fanów. Taki wynik oznacza, że po raz pierwszy od dłuższego czasu szczecinianie znaleźli się grupie spadkowej.

Zero celnych strzałów, mało akcji ofensywnych i stracona w kuriozalnych okolicznościach bramka. Tak w skrócie można opisać pierwszą połowę poniedziałkowego spotkania w wykonaniu szczecińskiej Pogoni. Od pierwszego gwizdka gra obu zespołom widocznie się nie kleiła. Na pierwszą groźniejszą akcję musieliśmy czekać do siedemnastej minuty, kiedy Dominik Furman ładnym strzałem z rzutu wolnego próbował zaskoczyć Jakuba Słowika. Gospodarze najgroźniejszą sytuację do zdobycia bramki stworzyli dziesięć minut później. Prawą stroną boiska akcję pociągnął Rapa, dośrodkował w pole karne i tam z bliskiej odległości spudłował Ciftci. Na chwilę przed przerwą Furman znów wykonywał rzut wolny, ale tym razem zdecydował się na dośrodkowanie. Piłkę przedłużył Merebashvili, a zamieszanie przed linią bramkową wykorzystał Szymiński i goście objęli prowadzenie.

Trener Moskal zdecydował się na pozostawienie w szatni Tsintsadze i Ciftciego, a w ich miejsce na murawie oglądaliśmy Mateusza Matrasa i Adama Gyurcso. Trzeba przyznać, że od początku drugiej połowy Portowcy wzięli się do odrabiania strat. Swoje szanse na wyrównanie mieli Delev, Rudol, Drygas, Matras i Murawski. Jednak w kluczowych momentach brakowało im precyzji przy strzale lub na miejscu był Seweryn Kiełpin, bramkarz Nafciarzy. Wśród gości znów błysnął Furman. Były legionista uderzył z rzutu rożnego w poprzeczkę. Na kwadrans przed końcem spotkania w końcu Granatowo-bordowi trafili do siatki rywali. Ze stałego fragmentu gry dośrodkowywał Gyurcso i w polu karnym najwyżej do piłki wyskoczył Fojut i strzałem głową pokonał Kiełpina. Do końca meczu Portowcy przeważali, ale nie potrafili więcej razy pokonać bramkarza gości.

Tekst: Oskar Masternak
Foto: Mateusz Szklarski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *