Reprymenda nie podziałała. King Szczecin – Polpharma Starogard Gdański 58:67

Dwudniowe zawieszenie klubu nie podziało tak, jak zakładał to prezes Krzysztof Król. Szczecińscy koszykarze doznali kolejnej porażki, przez co znacząco oddalili się od gry w upragnionych play-offach.

Po wydarzeniach, które wstrząsnęły klubem w tygodniu poprzedzającym sobotni mecz wszyscy zgromadzeni w hali wiedzieli, że w tym dniu liczy się nie tylko zwycięstwo, ale i wola walki. Tej niestety zabrakło w pierwszych dziesięciu minutach spotkania. Wilki grały bardzo nerwowo, a przez to niedokładnie. Rzucali z trzydziestoprocentową skutecznością i przegrywali walkę pod koszem. Przy dobrej dyspozycji Kociewskich Diabłów taka postawa poskutkowała przegraną pierwszą ćwiartką 10:17. Dopiero w drugiej kwarcie zobaczyliśmy na parkiecie drużynę, która podjęła walkę. Dzięki celnym trójkom Releforda, Nowakowskiego, Garbacza i Kikowskiego gospodarzom udało się doprowadzić do remisu po 29 i nawiązać równorzędną walkę z gośćmi z Pomorza Gdańskiego. Jednak po pierwszej połowie, to goście mogli cieszyć się z minimalnego prowadzenia 35:37.

Dwie akcje 2+1 dla Polpharmy otworzyły drugą część meczu. Dlatego znów drużyna Marka Łukomskiego musiała wziąć się do poważniejszego odrabiania strat. Goście szybko wykorzystali limit fauli, przez co dużą część punktów udało się uzbierać z linii rzutów osobistych. Dobre minuty rozgrywał Nowakowski i w dużej mierze to on przyczynił się do złapania kontaktu z przeciwnikami przy wyniku 44:45. Chwilę później sprawę we własne ręce wziął Robert Skibniewski rzucając dwie trójki z rzędu. Dało to prowadzenie po trzech kwartach szczecinian 50:47. Ostatnie dziesięć minut to wyrównana gra z obu stron, w której wynik warzył się do ostatniego momentu. Indywidualne błędy zadecydowały o tym, że na pięć minut przed końcowym gwizdkiem znów na prowadzenie wyszli goście z Starogardu Gdańskiego. Niestety znów brak chłodnej głowy w końcówce spotkania spowodował kolejną porażkę Wilków Morskich 58:67.

Tekst: Oskar Masternak
Foto: Mateusz Szklarski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *