Dawid Krysiak: Najtrudniejsze było odnalezienie się na tak wysokim poziomie
Sezon piłkarzy ręcznych dobiegł końca. Nasza drużyna zajęła czwarte miejsce w mistrzostwach Polski. Jednym z zawodników Pogoni jest najmłodszy w Superlidze Dawid Krysiak. Siedemnastolatek rzucony na głęboką wodę, nieraz musiał zastępować na parkiecie doświadczonego Wojciecha Zydronia. Jak się okazało, młody skrzydłowy ma bardzo duży talent. Grał w 25 meczach, a jego średnia rzuconych bramek wynosi 1 celny rzut na mecz.
Jak oceniasz swój pierwszy sezon w Superlidze?
– Jakąś dokładniejszą ocenę pozostawię trenerom, a moim skromnym zdaniem, uważam, że był to dobry sezon zarówno dla mnie, jaki i dla całej drużyny. Osobiście jestem bardzo zadowolony. Uważam, że trafiliśmy z formą na właściwe spotkania, a kontuzje też nie przeszkadzały nam aż tak bardzo, mimo że niestety były.
Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas pierwszych spotkań?
– Na pewno najtrudniejsze było odnalezienie się na tak wysokim poziomie oraz gra przeciwko takim sławom. Początek był ciężki, ponieważ miałem jeszcze przyzwyczajenia z gry juniorskiej. Pewien kłopot sprawiała obrona, zwłaszcza z moimi warunkami, które nie są rewelacyjne.
Jak grało się przeciwko światowej sławy zawodnikom?
– Na ten temat najbardziej myśli się przed meczem, w czasie jego trwania takie rzeczy już wychodzą z głowy, wtedy gra się jak równy z równym. Jednak przeżycia są niesamowite. Ludzie tacy jak Strlek czy Cupic od zawsze byli moimi wzorami gry i starałem się ich naśladować podczas gry w juniorce, a tu nagle z nimi na jednym boisku.
Wspomniałeś, że kłopot sprawia Ci obrona, nad czym musisz jeszcze popracować?
– W każdym aspekcie gry muszę jeszcze popracować – zarówno w obronie, jak i w ataku. Najbardziej jednak muszę popracować nad grą w defensywie, ponieważ dzięki niej wygrywa się mecze.
Który mecz wspominasz najbardziej?
– Najbardziej wspominam swój debiut w Szczecinie przeciwko drużynie Vive Tauron Kielce przy 4000 publiczności oraz mecz w Kielcach, ponieważ tam zagrałem 60 minut i udało mi się rzucić 5 bramek między innymi Marinowi Sego i Sławkowi Szmalowi.
Co czułeś kiedy musiałeś zastępować na parkiecie Wojtka Zydronia?
– Presja oczywiście była, dobrze wiemy jakim zawodnikiem jest Wojtek Zydroń. Zastępować tego zawodnika na boisku, to naprawdę duże wyzwanie.
Czy trudno jest być najmłodszym w drużynie?
– Jest ciężko. Wiadomo, jak każdy młody mam obowiązki, między innymi noszenie piłek czy kleju na treningi, mecze. Lecz w takiej drużynie jest to przyjemność, pomagając takim zawodnikom.
Jak łączyłeś szkołę z wyjazdowymi meczami, które często wypadały w środku tygodnia?
– Nie jest łatwo połączyć szkołę z wyjazdami, lecz bardzo mocno pomaga mi w tym mój były trener Mieczysław Zart i moja wychowawczyni.
Czego można Ci życzyć na przyszły sezon?
– Mnie i całej drużynie można życzyć przede wszystkim zdrowia oraz powtórzenia lub polepszenia osiągnięcia z tego sezonu.
Oby zawsze ta 13 była szczęśliwa! Tego życzymy i dziękujemy za rozmowę.
tekst: MM
foto: Mateusz Szklarski

