Szczypiorniści Pogoni Szczecin w trudnej sytuacji

W trzecim meczu o brązowy medal mistrzostw Polski, Azoty Puławy zdecydowanie pokonały Pogoń Szczecin i prowadzą już 2:1. Do upragnionego medalu brakuje im tylko jednego zwycięstwa, które najchętniej odnieśliby w sobotę przed własną publicznością. Byłby to dla nich pierwszy, historyczny medal.

Michal Bruna choć był obecny w puławskiej hali, nie mógł dzisiaj pomóc swoim kolegom na parkiecie, dalej zmagając się z urazem. Obie drużyny rozpoczęły grę od twardej obrony i walki na kole, za co szybko zostali upomniani. Gospodarze zaczęli nieskuteczny rzutem Marko Tarabochii w słupek. Po faulu w ataku Mateusza Zaremby, wynik otworzył Nikola Prce, który w meczach w Szczecinie był bardzo skuteczny i zdobył aż 22 bramki. Początek dzisiejszego meczu przypomniał spotkania ze Szczecina, kiedy to Puławy prowadziły 2:0. Dopiero w 5. minucie Pogoń zdołała zdobyć swoją pierwszą bramkę. Szansę wykorzystał Łukasz Gierak, a dodatkowo Mateusz Kus został ukarany dwoma minutami. Szczeciński rozgrywający od początku wziął na siebie ciężar prowadzenia gry. W 8. minucie błąd popełnił Lech Kryński, który podał piłkę prosto w ręce bramkarza rywali, a Pogoń tym samym straciła szansę na prowadzenie. Chwilę później po szybkiej kontrze do remisu 3:3 doprowadził Wojciech Jedziniak. Niestety od tego momentu drużyna gości zaczęła zwiększać swoją przewagę. W bramce w świetnej dyspozycji był Sebastian Zapora, który bronił rzut za rzutem. W szczecińskiej bramce gorzej spisywał się Lech Kryński, którego już w 13. minucie zmienił Szczecina. Pogoń notowała wiele przestojów w grze, gdzie przez kilka minut nie byli w stanie zdobyć bramki. W 16. minucie Zydroń z siedmiu metrów pokonał bramkarza gospodarzy i doprowadził do wyniku 8:5.  Przez kolejne dziesięć minut Pogoń nie miała jednak pomysłu na sforsowanie bramki Azotów Puławy. Dopiero Bartosz Konitz przełamał niemoc szczecinian i pokonał wysoką obronę Puław. W pierwszej połowie goście popełniali wiele prostych błędów, po których łatwo tracili bramki i do szatni schodzili z dziesięciobramkową stratą (17:7). Nie pomogła także świetna postawa w bramce Sebastiana Zapory, który bronił rzuty z każdej pozycji.

W drugiej połowie do bramki powrócił Szczecina, po tym jak w końcówce zastąpił go Mateusz Kowalski. Pogoń rozpoczęła szybszą grą, ale odrobienie tak dużej straty było ogromnym wyzwaniem. Niestety dalej popełnialiśmy proste błędy. W 39. minucie Łukasz Gierak zdobył dopiero dziesiątego gola dla Pogoni. W bramce lepiej zaczął się prezentować Szczecina, ale strata do Puław była już za duża. Na taki wynik Rafał Biały zareagował wprowadzeniem na boisko szczecińskiej młodzieży. W pewnym momencie z doświadczonych graczy w polu pozostał tylko Bartosz Konitz. Ryszard Skutnik do gry oddelegował zmienników, którzy pozwolili odetchnąć podstawowym graczom, a mimo to bezproblemowo utrzymywali wypracowaną przewagę. Vadim Bogdanov godnie zastąpił, fenomenalnego dzisiaj Zaporę. Mecz zakończył się efektowną wrzutką na skrzydło do Skrabani (29:20).

Dzisiejszy mecz zdecydowanie należał do puławskiego bramkarza, któremu nie straszny był żaden rzut. Dzięki niemu gospodarze wypracowali sobie dużą przewagę już w pierwszej połowie i dalej grali spokojnie. Szczecinianie zdołali zatrzymać Prce, jednak zdobywaniem bramek w drużynie gospodarzy zajął się Przemysław Krajewski, który zapisał się w protokole aż osiem razy. Niestety ani jednej bramki nie zdołał rzucić Paweł Krupa i z pewnością nie może on zaliczyć swojego występu do udanych. Najskuteczniejszym szczecińskim zawodnikiem był Łukasz Gierak, który puławskiego bramkarza pokonywał cztery razy.

Pogoń Szczecin znajduje się teraz w bardzo trudnej sytuacji. Aby przedłużyć walkę o medal, muszą oni pokonać Azoty Puławy w ich hali, co jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Kluczem do sukcesu w czwartym spotkaniu może być wyeliminowanie własnych błędów i postawienie się puławskiej drużynie, która niesiona dopingiem własnych kibiców jest bardzo trudnym przeciwnikiem.

tekst: Agata Nowalany
foto: Mateusz Szklarski


Reklama