Katarzyna Sabała: Z utęsknieniem czekamy na pierwszy gwizdek

O czytaniu bajek, zbliżającej się inauguracji nowego sezonu, a także o przyjacielskiej pomocy. O tych kwestiach rozmawialiśmy z zawodniczką Pogoni Baltica Szczecin, Katarzyną Sabałą. Zapraszamy do lektury.

Jak się czułaś w roli narratora?
– Mogę powiedzieć, że naprawdę był ogromny stres i to zarówno z mojej strony, jak i Wojtka. Publiczność była bardzo wymagająca, ale myślę, że podołaliśmy temu zadaniu (śmiech). Podzieliśmy się na rolę i wszystko wyszło bardzo fajnie. Dzieciaki spędziły miło czas i oby było jeszcze więcej takich akcji.

Z pewnością dużym ułatwieniem dla Ciebie było to, że uczestniczyłaś w takiej akcji ze swoim życiowym partnerem (prywatnie, Wojciech Jedziniak jest narzeczonym Katarzyny Sabały przyp. red.).
– Zgadza się. Szczerze przyznam, że było nam dużo łatwiej. Już w domu wspólnie wybieraliśmy, którą bajkę przeczytamy. Skrupulatnie się przygotowaliśmy, aby wszystko dobrze wyszło. Druga bliska osoba bardzo pomaga.

Skąd się wziął pomysł, aby uczestniczyć w tego typu akcji?
– Zostaliśmy zaproszeni do udziału w tym wydarzeniu. Zawsze chętnie uczestniczymy w tego typu przedsięwzięciach, bo jest to dla nas duży zaszczyt. Jesteśmy zawsze otwarci na takie akcje.

Jak się czujesz po przygotowaniach do nowego sezonu?
– Na pewno mięśnie odczuły trudy przygotowania dlatego teraz mamy już lżejszy trening. Lada dzień zaczyna się liga i z utęsknieniem czekamy na pierwszy gwizdek sędziego. Premierowy mecz przed własną publicznością to duże wydarzenie. Każda z nas trenuje po to, aby wygrywać, bo to jest najważniejsze.

Czy jest już jakiś pomysł na zastąpienie Agaty Cebuli, która nabawiła się poważnej kontuzji?
– Piłka ręczna to bardzo kontaktowy sport i kontuzje niestety się zdarzają. Zarówno trenerzy jak i cała drużyna zrobi wszystko, aby Agatę zastąpić. Jest to osoba o mocnym charakterze i jestem przekonana, że wróci do nas najszybciej jak to będzie możliwe.

Rozumiem, że jako przyjaciółka może liczyć na Twoje wsparcie.
– (śmiech) Oczywiście, że tak. Tym bardziej, że mieszkamy od siebie zaledwie 100 metrów. To nie jest problem, aby przyjść do niej przed, czy po treningu. Przyjaźnimy się od dawna i Agata zawsze otrzyma ode mnie każdą pomoc. Ta kontuzja to jej osobista tragedia. Wiadomo, że Agata ma ogromne marzenia oraz umiejętności sportowe, aby je spełniać. Na szczęście czuje się coraz lepiej, powoli wszystko idzie ku dobremu.

tekst: Tomasz Libertowski
foto: Tamara Medyńska


Reklama