Niech ten sen trwa jak najdłużej – Pogoń pokonuje Piasta Gliwice
Pogoń Szczecin kontynuuje serię spotkań bez porażki. W ósmej kolejce spotkań pokonała gliwickiego Piasta 3:1. Dzięki temu zwycięstwu Portowcy wskoczyli na drugie miejsce w tabeli.
W słoneczne niedzielne popołudnie Pogoń Szczecin podejmowała na stadionie przy ulicy Twardowskiego lidera tabeli Ekstraklasy, Piasta Gliwice. Przed spotkaniem, trener Czesław Michniewicz największy ból głowy miał z ustawieniem linii defensywnej. W tygodniu poprzedzającym mecz, urazu nabawił się Ricardo Nunes. W jego miejsce na lewej obronie miał zagrać Mateusz Lewandowski, lecz i on nabawił się kontuzji podczas przedmeczowej rozgrzewki. Trener Pogoni zdecydował się na Karola Danielaka, który w tym sezonie jeszcze nie występował na tej pozycji.
Spotkanie rozpoczęło się od szybko zdobytej bramki przez gliwiczan. W szóstej minucie Sasa Żivec wykorzystał nieporozumienie defensywy Pogoni i w sytuacji sam na sam, pewnym strzałem pokonał Dawida Kudłę. Od tego momentu Piast w pełni kontrolował przebieg gry. Pogoń głównie nastawiła się na grę z kontry i grę skrzydłami. Jednak żadne dośrodkowanie szczecińskich skrzydłowych nie znalazło drogi do Łukasza Zwolińskiego, ani do bramki Piasta. Dziesięć minut później mogło już być 2-0 dla gliwiczan. Minimalnie spóźnił się do podania Martin Nespor. Przed podobną szansą stanął chwilę później Patryk Małecki. Po ładnej, zespołowej akcji jego strzał minimalnie minął słupek bramki bronionej przez Jakuba Szmatułę. Aktywny na prawej stronie przez całe spotkanie Miłosz Przybecki w 31. minucie był bliski wyrównania, jednak spudłował z dogodnej pozycji i na tablicy wyników wciąż utrzymywało się prowadzenie gości. Z każdą upływającą minutą do końca pierwszej połowy w poczynania Granatowo-bordowych wkradało się coraz więcej niedokładności. Brakowało decydującego podania oraz odrobiny szczęścia w akcjach ofensywnych. W obronie natomiast bardzo elektrycznie grali boczni obrońcy – Sebastian Rudol i Karol Danielak. Na szczęście po wykonanym w 42. minucie rzucie rożnym nastąpiła poprawka i silnym strzałem z dziesiątego metra swoje czwarte trafienie w tym sezonie. Chwilę później po dośrodkowaniu z prawej strony Małeckiego zagapił się Szmatuła i Pogoń mogła wyjść na prowadzenie. Jednak minimalnie spóźniony był w tej akcji Zwolak. Do szatni oba zespoły udały się przy wyniku 1:1.
Na drugą połowę obie jedenastki weszły w niezmienionych składach. Pierwsze minuty po zmianie stron były dość wyrównane. Zarówno jedna, jak i druga drużyna szukała okazji do zdobycia bramki. Jednak niemal każdy strzał lądował daleko poza bramką. W 57. minucie zobaczyliśmy po raz pierwszy w tym sezonie na stadionie im. Floriana Krygera, Vladimera Dvalishvilego. Od tego momentu sztab trenerski Pogoni zdecydował się na grę z dwoma napastnikami. W 63. minucie świetnie popędził środkiem kapitan Portowców Rafał Murawski, podał prostopadle do Zwolińskiego, a ten nie zwykł marnować takich sytuacji. Pogoń objęła prowadzenie 2:1. Goście nie chcieli dać za wygraną i dążyli do wyrównania. Najbliżej był w 68. minucie Josip Barić. Dwie minut później Patryk Małecki próbował strzelić bramkę z dwudziestego metra, niestety piłka po tym uderzeniu powędrowała półtora metra nad bramką Piasta. Również Murawski chciał z dystansu zaskoczyć bramkarza gości, ten jednak wybił piłkę po jego strzale na rzut rożny. Najpiękniejszym strzałem sezonu bez wątpienia popisał się Jarosław Fojut, który przelobował Szmatułę z 60 metrów, w dodatku z rzutu wolnego! Na tablicy wyników wyświetlił się wynik 3:1 i od tego momentu wszyscy zgromadzeni na stadionie byli pewni, że trzy punkty zostaną w Szczecinie.
Pogoń, mimo problemów kadrowych pokazała, że w tym sezonie każda drużyną musi się z nią liczyć. Owszem, zdarzają się jej momenty przestoju, jak choćby w pierwszej połowie. Mimo to, potrafi się skupić i walczyć o każdą piłkę i o każdy centymetr boiska. Nawet w najśmielszych snach, mało komu przed sezonem śniło się, że po ośmiu kolejkach Pogoń będzie na drugim miejscu, mając za sobą takie potęgi jak Legia czy Lech. Oby ten sen trwał jak najdłużej!
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

