Remis jak zwycięstwo
Nikt nie spodziewał się, że w pierwszym meczu sezonu Pogoń zdobędzie jakiekolwiek punkty. Udało się urwać punkty Mistrzowi Polski, co nie udało się żadnej polskiej drużynie w ostatnich latach.
W tym roku terminarz został ułożony w ten sposób, że szczypiornistom Pogoni znów przyszło zainaugurować sezon meczem z dwunastokrotnym mistrzem Polski Vive Tauron Kielce. Mecz miał mieć miejsce dopiero w piątej kolejce, jednak ze względu na występy gości w Lidze Mistrzów, został on rozegrany awansem. Przed spotkaniem dość łatwo można było wskazać faworyta. Jednak trzeba pamiętać, że w poprzednim sezonie podopieczni Rafała Białego byli blisko sensacji, a i w półfinałach mistrzostw Polski byli momentami równorzędnym przeciwnikami dla drużyny z Kielc.
W pierwszej siódemce Pogoni mogliśmy zobaczyć znanych nam z poprzedniego sezony zawodników. Pierwszą bramkę w nowym sezonie przy stanie 0:3 dla Pogoni zdobył Wojciech Jedziniak. Goście jednak od początku prowadzili grę i w siódmej minucie ich przewaga wynosiła już 4 trafienia. Z każdą minutą przewaga rosła. Duża w tym zasługa bramkarza kieleckiej drużyny Mariana Sego, który bronił na wysokiej skuteczności oraz uruchamiał szybkie kontrataki, które skutecznie wykańczał Manuel Strlek. Portowcy starali się długo budować swoje akcje ofensywne, chcąc rozciągnąć obronę rywali, lecz w kluczowych momentach brakowało im skuteczności i opanowania. W takich momentach niezastąpiony jest Mateusz Zaremba, który po indywidualnych akcjach w pierwszym kwadransie gry zdobył dwa trafienia. W siedemnastej minucie spotkania na boisko wszedł pierwszy debiutant w barwach Pogoni – bramkarz Edin Tatar. Od razu popisał się udaną interwencją broniąc rzut karny wykonywany przez Karola Bieleckiego, jednak przy dobitce musiał uznać wyższość reprezentacyjnego rozgrywającego. Jego pojawienie się na boisku dało nową jakość w grze defensywnej Pogoni. Obronił rzuty Brabji Vukovicia i Denisa Bunticia. Mimo to, na siedem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania goście prowadzili już sześcioma trafieniami (8-14), a na boisku pojawił się kolejny debiutant Kiryl Kniazeu. Portowcy w końcówce pierwszej połowy dzięki rozsądnej grze w obronie zdołali zniwelować przewagę kielczan do dwóch bramek (13- 15).
Druga połowa rozpoczęła się od koncertowej gry Kiryla Kniazeua i dzięki niemu Pogoń zdołała dogonić Vive i objąć prowadzenie (16:15). Swoje trafienia dorzucili Zaremba i Krysiak i przez chwilę prowadzili dwoma trafieniami. Przyczyniła się do tego dobra gra w defensywie oraz niewymuszone błędy kielczan w rozegraniu. Po dziewięciu minutach drugiej połowy prowadzenie Pogoni wynosiło już cztery trafienia (21:17). Prawdziwych cudów na bramce dokonywał Edin Tatar, który bronił zarówno rzuty z ataków pozycyjnych, jak i z szybkich kontr. Pogoni udawało się zdobywać bramki grając w osłabieniu. Niestety w poczynania granatowo-bordowych wkradało się z biegiem czasu dużo nerwowości, czego konsekwencją było wykluczenie z gry Mateusza Zaremby z powodu gradacji kar. Na dziesięć minut przed końcem znów na tablicy wyników widniał wynik remisowy (22:22). Od tego momentu zaczęła się gra bramka za bramkę, w której to goście pilnowali remisu. W samej końcówce spotkania więcej zimnej krwi zachwali Mistrzowie Polski. Najpierw Łukasz Gierak nie wykorzystał rzutu karnego, a kilka sekund później goście wyszli na pierwsze prowadzenie w drugiej połowie (24:25). Kluczowym dla wyniku całego spotkania była 58 minuta, w której Tatar obronił rzut karny Karola Bieleckiego. Później obronił rzut Krzysztofa Lijewskiego i mogliśmy być pewni, że będzie co najmniej remis. Mecz zakończył się bezpośrednim rzutem wolnym, jednak Bruna nie trafił i mecz zakończył się remisem.
Przed spotkaniem faworyt był jeden. Dzisiejszy mecz pokazał, że Pogoń będzie stać w tym sezonie na wiele. Należy pochwalić nowych zawodników, zarówno Edin Tatar oraz Kiryl Kniazeu stanowią duże wzmocnienie Portowców. W takiej formie Pogoń będzie mogła konkurować z najlepszymi w kraju.
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

