Na zwycięstwo trzeba będzie jeszcze poczekać. Wilki Morskie – Czarni 81-93
Ponad pięć miesięcy czekali kibice King Wilków Morskich Szczecin na rozpoczęcie kolejnego sezonu Tauron Basket Ligi. W niedzielne popołudnie podopieczni trenera Marka Łukomskiego zainaugurowali rozgrywki wyjazdowym meczem z Energą Czarni Słupsk. Wilki jechały na spotkanie pewni swoich umiejętności i z wiarą w zwycięstwo w meczu z brązowymi medalistami Mistrzostw Polski z poprzedniego sezonu.
W mecz zdecydowanie lepiej weszli gospodarze. Prowadzili szybszą grę i lepiej organizowali się zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Po trzech minutach wyszli na siedmiopunktowe prowadzenie. Wilkom przydarzały się w tym fragmencie gry proste straty. Najlepiej punktującym zawodnikiem szczecinian był Frank Gaines, który do dwóch punktów z gry dorzucił jeszcze trzy z linii rzutów osobistych. Z każdą upływającą minutą przewaga Czarnych Panter wyraźnie się powiększała. Wychodziło im dosłownie wszystko. Przewyższali szczecinian we wszystkich aspektach gry. Ostatecznie pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 31:23 dla Słupczan.
Druga kwarta rozpoczęła się podobnie do pierwszej i z każdą upływającą minutą rosła przewaga gospodarzy. Na pierwsze punkty Wilków czekaliśmy do czwartej minuty. Uros NIkolic dobił w końcu rzut Korie Luciousa. W grze Szczecinian zawodziło praktycznie wszystko, co było wynikiem braku porozumienia między zawodnikami. Bardzo często zdawało im się posyłać piłki do partnera, który albo się tego nie spodziewał albo był świetnie kryty przez przeciwników. Świadczy o tym aż dziesięć strat, których dopuścili się podopieczni Marka Łukomskiego w czasie pierwszych 20 minut. W drugiej odsłonie udało się Wilkom trafić tylko siedemnaście punktów i na przerwę schodzili przegrywając 55:40. Jeśli chciałoby się szukać pozytywów, to z dobrej strony pokazał się Frank Gaines, który przebywał na parkiecie niecałe 15 minut, w czasie których zdobył piętnaście punktów, dwie zbiórki i miał jedną asystę.
Druga połowa zaczęła się od dwóch szybkich trójek gospodarzy, ale tym razem Wilki potrafiły im się przeciwstawić i zacząć prowadzić wyrównaną grę. Powoli również zaczęli odrabiać straty. Trzecią kwartę udało się minimalnie wygrać, lecz przewaga z pierwszej części meczu wciąż pozostawała bardzo wysoka. Ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Paweł Kikowski, który zdobył dziewięć oczek. Na ostatnią przerwę schodzili z dwunastopunktową stratą do Czarnych Słupsk (64:76). Czwarta kwarta nie zmieniła końcowego wyniku, który był właściwie wszystkim znany po pierwszej połowie. Wilki znów zaczęły popełniać mnóstwo błędów w rozegraniu i nie potrafili celnie zakończyć konstruowanych z mozołem akcji. W całym meczu brakowało uważnej gry pod tablicami. Zarówno pod względem zbiórek, jak i punktów zdobytych spod kosza nie ma co porównywać gry obu zespołów. Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 93:81 dla Czarnych Słupsk.
Nie udało się Wilkom Morskim zdobyć kompletu punktów w pierwszym meczu sezonu 2015/2016. Nie ma co po pierwszym meczu oceniać zespołu Marka Łukomskiego, ale widać było, że jego zespół potrzebuje jeszcze czasu by się dokładnie poznać. Wciąż dużą niewiadomą jest forma zarówno CJ Aikena oraz Korie Luciousa, którzy nie wnieśli do gry zespołu zbyt wielu pozytywnych elementów. Korie zaskakiwał wszystkich swoimi wyborami przy podaniu i dawał się wyprowadzić z równowagi przez zawodników Czarnych. Natomiast CJ przebywał na parkiecie osiem minut i w tym czasie popisał się sześcioma punktami, jedną zbiórką i jednym faulem. Drużyna King Wilków Morskich to wciąż wielka niewiadoma. Potrzeba jeszcze czasu by wszystkie elementy układanki trenera Łukomskiego zaczną stanowić jeden, zgrany organizm.
tekst: Oam

