Niepokonana jest nasza Pogoń kochana!

Po dwóch bramkach Takafumiego Akahoshiego Pogoń wygrywa w Chorzowie z Ruchem i umacnia się na fotelu wicelidera Ekstraklasy. Portowcy w tym sezonie nie posmakowali jeszcze smaku porażki i cały czas są jedyną niepokonaną drużyną w bieżących rozgrywkach.

Przed meczem z Ruchem trener Czesław Michniewicz po raz kolejny zaskoczył ustawieniem granatowo-bordowej jedenastki. Pierwszy raz w swojej karierze od pierwszej minuty występował na murawie Marcin Listkowski. Młody napastnik zastąpił najskuteczniejszego piłkarza Pogoni – Łukasza Zwolińskiego. Ponownie na prawej obronie oglądaliśmy Sebastiana Rudola oraz w środku pola dwóch Japończyków – Akahoshiego i Murayamę.

Po pierwszym gwizdku sędziego Portowcy rozpoczęli od wyraźnej przewagi w posiadaniu piłki i w liczbie akcji ofensywnych. Do trzeciej minuty zdołali w ten sposób wywalczyć dwa rzuty rożne, z których pierwszy zakończył się strzałem Jarosława Fojuta. Początkowo wycofany Ruch z biegiem czasu zaczął tworzyć sobie okazje do strzelenia bramki, na szczęście dla Szczecinian, wszystkie ich starania nie kończyły się celnym trafieniem. Dopiero w 12. minucie pierwszy strzał oddał z dwudziestego metra Maciej Urbańczyk, jednak Dawid Kudła nie miał najmniejszych problemów z jego obroną. O wyraźnej przewadze Pogoni, świadczy to że do 20. minuty aż pięciokrotnie wykonywali rzuty rożne. W 23. minucie podopieczni Czesława Michniewicza wyszli na prowadzenie. Po składnej akcji zespołowej, rozpoczętej przez Rafała Murawskiego, ładną asystą popisał się Listkowski, a sytuacji sam na sam nie zmarnował Takafumi Akahoshi. Portowcy nie poprzestali na tym jednym trafieniu i cały czas dążyli do podwyższenia wyniku. Chwilę po trafieniu Japończyka, drugi z naszych samurajów próbował pokonać Putnocky’ego. W końcówce pierwszej połowy Ruch otrząsnął się po utracie gola, ale dobrych okazji do strzelenia wyrównującego gola nie wykorzystał Miłosz Stępiński. Portowcy nie pozostali bierni i w 45 minucie swoje drugie trafienie zanotował Aka. Znów znalazł się w sytuacji sam na sam, tym razem po podaniu Mateusza Matrasa i nie pozostało mu nic innego niż strzelenie swojej trzeciej bramki w sezonie.

Na drugą połowę Granatowo-bordowi wyszli w dobrych nastrojach i w niezmienionym ustawieniu. Niebiescy od razu rzucili się do odrabiania strat. W 54. minucie swoją szansę miał Patryk Lipski, wychowanek Salosu Szczecin. Uderzał z rzutu wolnego wprost w ręce Dawida Kudły. Po dziesięciu minutach drugiej części spotkania wszedł na boisko Łukasz Zwoliński. Zmienił Listkowskiego, który pokazał się z dobrej strony w tym spotkaniu i zaliczył asystę przy pierwszej bramce. Po pierwszym kwadransie drugiej połowy spotkanie znów zaczęło się toczyć pod dyktando Portowców. W 68. minucie spotkania piłkę z 18 metra uderzał Zwoliński, niestety ta minimalnie minęła poprzeczkę bramki chorzowian. Sytuacji podopiecznych Waldemara Fornalika nie poprawiła druga żółta kartka, którą ujrzał Rafał Grodzicki za faul na Zwolińskim. Do końca spotkania piłkarze Pogoni nie forsowali tempa i w pełni kontrolowali przebieg gry. Na trzy minuty przed końcem piłka znów znalazła się w bramce Chorzowian, strzelał wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Michał Walski, jednak sędzia Krasny przy tej akcji dopatrzył się pozycji spalonej młodego pomocnika Pogoni. Ostatnie sekundy spotkania Niebiescy kończyli w dziewiątkę. Zwoliński wychodził na czystą pozycję i do faulu uciekł się Marek Szyndrowski, za co ujrzał czerwoną kartkę. W drugiej połowie nie zobaczyliśmy żadnych goli i spotkanie zakończyło się dwubramkowym zwycięstwem Portowców.

Mecz z Ruchem mógł podobać się wszystkim zawiedzionym poprzednim spotkaniem Pogoni z Jagiellonią. Zawodnicy portowej jedenastki przez całe spotkanie kontrolowali przebieg gry. Momentami imponowali spokojem i charakterem. Potrafili zmieniać tempo i kiedy trzeba było zaatakować, to robili to i w dodatku ze znakomitą skutecznością. Na dwutygodniową przerwę na mecze reprezentacji udają się w znakomitych nastrojach. Nie przegrali żadnego spotkania, są na drugim miejscu w ligowej tabeli i co najważniejsze stanowią kolektyw, którego pozazdrościć mogą nam pozostałe zespoły Ekstraklasy.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama