Michał Nowakowski: Pod koniec zachowaliśmy zimną krew

King Wilki Morskie odniosły w poniedziałkowy wieczór swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Postanowiliśmy porozmawiać z jednym z bohaterów tego spotkania, Michałem Nowakowskim. Dwudziestosiedmioletni zawodnik miał prawdziwe „wejście smoka” w pierwszej kwarcie, kiedy zdołał rzucić dziesięć punktów w pięć minut i walnie przyczynił się do tego pierwszego sukcesu Wilków w bieżących rozgrywkach Tauron Basket Ligi.

Po meczu z Treflem można powiedzieć, że spadł Wam kamień z serca.
– Tak. Fajnie, że udało nam się wygrać pierwszy mecz. Oczywiście, jak to na Wilki przystało, po ciężkich bojach. Prowadziliśmy w pierwszej połowie szesnastoma punktami, ale Trefl już we wcześniejszych meczach pokazał, że jest silną drużyną i walczą do końca. To spotkanie tylko to potwierdziło. Cieszę się, że pod koniec zachowaliśmy zimną krew. Było blisko, ale zwycięzców się nie sądzi.

Zwycięzców się nie sądzi, ale przyznam szczerze, jak Trefl objął po raz pierwszy objął prowadzenie w końcówce spotkania, to wszyscy w hali się zagotowali.
– My też się zagotowaliśmy na chwilę. Trzeba było jednak dalej grać swoje. Gdybyśmy zaczęli oddawać jakieś szalone rzuty z nieprzygotowanych pozycji, to pewnie byśmy ten mecz przegrali. Opanowaliśmy nerwy. Jak powiedział kiedyś jeden z moich trenerów: „Zimna głowa, gorące serce”. W takich momentach trzeba walczyć na maksa, ale ze spokojem. Teraz się to udało. Pierwsze zwycięstwo w lidze, pierwsze w Szczecinie i bardzo się z tego cieszymy.

Wróćmy do pozytywów. Dałeś bardzo dobrą zmianę w pierwszej kwarcie. Wszedłeś na parkiet i rzuciłeś dwie trójki, do tego przytomna gra pod koszem, co dało Tobie i drużynie dziesięć punktów w niewiele ponad pięć minut.
– Miałem otwarte pozycje. Na treningach oddaję sporo rzutów, by później w meczu ten rzut był jak najbardziej zbliżony do tego treningowego. Cieszę się, że tak wyszło, że miałem wpływ na to zwycięstwo. Każdy z nas zostawił serce i każdy dołożył swoją cegiełkę do tego sukcesu.

W ostatnich dniach było głośno na temat poszukiwania nowego rozgrywającego do Waszej drużyny. Tymczasem Korie rozegrał bardzo dobre zawody, poprowadził Waszą grę w końcówce spotkania, czym chyba zamknął usta niewierzącym w jego umiejętności.
– Do mnie też doszły pogłoski, że ktoś ma przyjść, ktoś odejść. Szczerze mówiąc, mnie to w tym momencie w ogóle nie interesuje. Najważniejsze jest to, byśmy wygrywali kolejne spotkania. Gdyby każdy z nas teraz siedział i czytał te wszystkie wypowiedzi na forach, komentarze i plotki, to żaden z nas nie byłby skoncentrowany. Mamy teraz zespół, który trzyma się razem i mamy wygrywać. Takie pytania to lepiej kierować do zarządu. My się skupiamy na tym co jest. Korie dzisiaj pokazał, że jest naprawdę dobrym graczem. Pod koniec pociągnął nam grę.

Teraz jedziecie do Kutna. Póki co mają bilans 3-1 i grają u siebie. To też nie będzie łatwe spotkanie.
– Tam się gra ciężko. Rok temu, jak grałem jeszcze w Czarnych, też było trudno zdobywać tam punkty. Każda seria się kiedyś kończy. Myślę, że po następnym spotkaniu będą mieć bilans 3-2.

W takim razie rozpoczynacie swoją?
Tak!

tekst: Oskar Antoni Masternak
foto: Mateusz Szklarski


Reklama