Naszym sukcesem są kibice – rozmowa z Łukaszem Bielą, drugim trenerem King Wilków Morskich
Łukasz Biela to drugi trener King Wilków Morskich. Ma za sobą swój pierwszy sezon na tym stanowisku. Były zawodnik AZS-u Szczecin opowiedział o swoich pierwszych wrażeniach.
Spotykamy się po ostatnim meczu tego sezonu. Jak go oceniasz?
– Pod względem bilansu, czyli tylko dziewięć zwycięstw na trzydzieści spotkań, to nie można oceniać go pozytywnie. Jednak z perspektywy czasu przede wszystkim trzeba doszukiwać się plusów. Wynik sportowy na pewno nim nie był, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że był to dla nas sezon, w którym zdobywaliśmy doświadczenie. Była to dla nas duża lekcja, zarówno pod względem organizacyjnym i sportowym. Z tej lekcji wynieśliśmy wiele wskazówek, które w przyszłości mogą tylko procentować.
Jako zawodnik masz doświadczenie z ekstraklasowym graniem, co powiesz o organizacji spotkań w Szczecinie? Najbardziej głodni rozgrywek byli kibice w Szczecinie, którzy w dużej liczbie stawiali się na każdym Waszym spotkaniu.
– Jeśli już wspomniałeś o kibicach, jest to największy nasz sukces. Frekwencja na meczach pokazała, że Szczecin jest gotowy na ekstraklasę. Jest duże zapotrzebowanie na basket na najwyższym poziomie. Jest zrozumiałe, że wyniki nie zachęcały do przychodzenia na mecze, w szczególności w drugiej połowie sezonu. Wynikało to z naszej gry, kibice przez dużą rotację w składzie nie mogli się identyfikować z drużyną. Na pewno nie dawało to szans na zatrzymanie kibiców, ale jak jeszcze raz podkreślam, to ONI są naszym największym sukcesem.
Skoro odniosłeś się do rotacji w składzie, jak to było z transferami w tym sezonie? Czy wszystkie decyzje personalne były trafione?
– Koszykówka jest grą wyrazistych postaci, z którymi identyfikują się kibice. Tych postaci na początku sezonu było w naszej drużynie kilka. Takimi zawodnikami byli na przykład Darrel Harris czy Trevor Releford, którzy nie tylko swoją grą przyciągali kibiców na trybuny. Oni byli postaciami medialnymi. Kibice, którzy sporadycznie interesują się koszykówką, w połowie sezonu mogli nie poznać drużyny. Pod względem marketingowym nie jest to korzystna sytuacja. Również sytuacja sportowa przez te posunięcia dobrze nie wygląda. Kiedy w połowie sezonu sztab trenerski prowadzi drużynę z świadomością, że jest to zespół w trakcie budowy. Nie sprzyja to pracy nad taktyką i długofalowemu planowaniu.
Wpływ na transfery w środku sezonu miała zmiana trenera. Był to wasz debiutancki sezon i wiadomym było, że wielkich sukcesów sportowych na początku nie będzie. Czy ta zmiana była rzeczywiście potrzebna?
– Ja nie jestem od tego by oceniać czy ta zmiana była potrzebna, czy nie. Natomiast wszystkie te zmiany, które z boku mogły wydawać się nieprzemyślane, świadczyły o tym, że władzom klubu zależało na tym by zadowolić kibiców. Prezes czuł się za to odpowiedzialny, w szczególności gdy zobaczył, ze pomysł pod tytułem „Wilki Morskie” wypalił. Gdy wyniki sportowe pozostawiały wiele do życzenia, chciał ratować to co można, wszelkimi dostępnymi środkami.
Tym bardziej, że trener Uvalin, to człowiek z rozpoznawalnym nazwiskiem w polskiej lidze.
– Dokładnie, jest to trener, który w ostatnich latach mało przegrywał w TBL. Myślę, że prezes Król, tym posunięciem, chciał ratować sytuację. Trzeba było być wielkim optymistą by w tym momencie wierzyć w awans do play-offów. Jednak my zaraziliśmy się tym optymizmem i wierzyliśmy w to.
Zostawmy ten sezon na boku. Czy macie już jakieś plany transferowe na następne rozgrywki?
– Ciężko mówić o transferach kiedy nie ma pierwszego trenera. Większość decyzji będzie zależeć od niego. Wiadomo, że w klubie każdy rozgląda się za nowymi zawodnikami, jakieś nazwiska pojawiają się w notesach. Jednak wszystko będzie domawiane z pierwszym trenerem.
Na karuzeli trenerskiej pojawiają się już jakieś nazwiska?
– Z tego co wiem, niedługo poznamy nazwisko pierwszego trenera. Jednak na ten moment nie chciałbym nic zdradzać.
Będzie to trener ze Szczecina?
– Nie (śmiech).
W takim razie o planach na przyszły sezon też nie ma na razie co mówić.
– Myślę, że w wywiadzie z prezesem, który ukazał się przed paroma dniami, wszystko zostało jasno postawione. Naszym planem minimum jest czołowa ósemka. Bardzo fajnie, że już na tym etapie mamy taki cel.
Podstawy macie już zbudowane. Jest infrastruktura, są kibice, jest sponsor.
– Dokładnie, najważniejszy jest sponsor, który finansowo jest w stanie zbudować drużynę, która może walczyć o wysokie cele w przyszłym sezonie.
Przejdźmy teraz do Twoich doświadczeń z tego sezonu. To był Twój pierwszy sezon na stanowisku drugiego trenera. Czy to, że z większością zawodników znasz się jeszcze z czasów gdy sam byłeś graczem, miało wpływ na wykonywane przez Ciebie obowiązki?
– Szczerze mówiąc miałem przed sezonem pewne obawy związane właśnie z tą kwestią. Jednak podczas tego sezonu nie było ani jednej sytuacji, w której ktoś wykorzystał znajomość ze mną lub by ta znajomość miała wpływ na naszą współpracę. Zarówno ja, jak i chłopaki z którymi znam się najdłużej, podchodziliśmy do treningów i spotkań z pełnym profesjonalizmem. Nie wymagałem od nich by w jakiś szczególny sposób się do mnie zwracali. Każdy wiedział jakie ma zadania i z tego powodu udało się uniknąć jakichkolwiek nieporozumień.
Warsztatu trenerskiego uczyłeś się od ojca?
– W moim przypadku trudno mówić, póki co, o warsztacie. Wynika to z tego, że każdy zawodnik, który staje się trenerem nabiera doświadczenia przez całe życie. Czerpie wzorce ze wszystkich trenerów, z którymi miałem styczność w trakcie swojej kariery zawodniczej. Przez to, że mój ojciec jest trenerem, to od małego czerpałem pewne wzorce od niego. Od dziecka mogłem obserwować jak prowadzi drużyny, jaki ma kontakt z zawodnikami, jak organizuje sobie pracę, ma duży wpływ na to jak sam postępuję. Są to wzorce, które ułatwiają mi w pewnym stopniu pracę.
Jest jakiś trener, na którym się wzorujesz?
– Ze wzorowaniem się na trenerach jest tak, że jeśli miało się z nim do czynienia jako zawodnik, to zawsze coś zostaje. Jeśli chodzi o moje doświadczenia, to jak już dorosłem zacząłem notować pewne rozwiązania taktyczne od trenerów, z którymi miałem styczność. Ciężko mi jest wymienić jedno konkretne nazwisko ternara, z którym się spotkałem i na którym się wzoruję.
Masz jakieś plany zawodowe na przyszłość? Chciałbyś być kiedyś pierwszym trenerem?
– Oczywiście! Za kilka lat widzę siebie w roli pierwszego trenera. Zdaję sobie sprawę, ze przede mną jeszcze wiele pracy. Ubiegły sezon był dla mnie ogromną lekcją. Miałem styczność z dwoma bardzo doświadczonymi trenerami, którzy mają na swoim koncie duże sukcesy. Chcę jeszcze parę lat pouczyć się w ten sposób i jeżeli nadarzy się okazja zostania pierwszym trenerem, to czemu nie! Zamierzam zrobić wszelkie potrzebne uprawnienia i odbyć niezbędne szkolenia ku temu. Teraz jest, jak podkreślam, czas na naukę.
Na koniec odbiegnijmy od sportu. Jakie masz plany wakacyjne?
– Myślę, że moje plany w tym roku są ściśle ustalone. Razem z żoną spodziewamy się dziecka, które przyjdzie na świat właśnie w okresie urlopowym. To wydarzenie właśnie organizuje mi wypoczynek (śmiech).
W takim razie przyjmij najlepsze życzenia dla swojej żony i dziecka od naszej redakcji i do zobaczenia w przyszłym sezonie.
– Dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników serwisu wspolnapogon.pl
Rozmowę przeprowadził: Oskar Antoni Masternak
foto: Mateusz Szklarski

