Pogoń Szczecin nie zatrzymała Lecha w drodze po mistrzostwo
Portowcy przegrali pierwszy mecz w Poznaniu od czasu powstania nowego stadionu. Po ciekawym widowisku, musieli uznać wyższość lidera Ekstraklasy. Gola na wagę trzech punktów zdobył w doliczonym czasie gry pierwszej połowy Karol Linetty.
Cel był jasny – zdobyć pierwsze punkty w rundzie mistrzowskiej i pokrzyżować tym samym plany Kolejorza, myślącego już powoli o mistrzowskim tytule. Trener Michniewicz największy problem przed tym meczem miał z zestawieniem linii defensywnej . Ostatecznie pod nieobecność Hernaniego, Rudola i Matyni, na stadionie przy Bułgarskiej postanowił postawić na Ricardo Nunesa, Sebastiana Murawskiego, Wojciecha Gollę i Adama Frączczaka.
Pierwsza połowa prowadzona była w szybkim tempie. Od początku zarysowała się wyraźna przewaga poznaniaków. Pierwsze ostrzeżenie wysłał w drugiej minucie obrońca Lecha Tamas Kadar, uderzając minimalnie obok słupka z dwudziestu pięciu metrów. Pogoń starała się nawiązać walkę odpowiadając kontratakami, które najczęściej kończyły się bądź na obronie, bądź na Gostomskim – bramkarzu Lecha. Najgroźniejszą okazje do zdobycia gola miał w 10. minucie Sadajew, po niefrasobliwej postawie obrońców Pogoni, znalazł się sam na sam z pustą bramką. W ostatnim momencie zablokował go wślizgiem Adam Frączczak. Na okazje Pogoni musieliśmy czekać do ostatniego kwadransa pierwszej części meczu. Najpierw pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Ricardo Nunes, niestety wybronionym ze sporymi problemami przez Gostomskiego. W 34. minucie formę bramkarza Lecha sprawdził kapitan Pogoni – Rafał Murawski. Gdy wydawało się, że pierwsza połowa skończy się bezbramkowo, w doliczonym czasie gry prowadzenie Lechowi dał Karol Linetty.
Do drugiej połowy portowcy przystąpili z jedną zmianą. Michała Walskiego zmienił Dominik Kun. Od wznowienia gry rosła przewaga Lecha. Kolejno Sadajew, Linetty i Pawłowski oddawali strzały na bramkę Dawida Kudły. Pogoń ograniczała się do dalekich wybić i przeszkadzania w tworzeniu akcji przez Kolejorza. Lechici podeszli wysokim pressingiem i Portowcy mieli coraz większe problemy z wyjściem z własnej połowy. Jak już udało im się to osiągnąć, to w dalszych poczynaniach brakowało dokładności. Podania trafiały pod nogi obrońców Lecha lub w ręce Gostomskiego. W 63. minucie na boisku pojawił się Kamil Wojtkowski zmieniając Karola Danielaka. Czas mijał, a gra Pogoni nie poprawiała się. W znakomitych okazjach przed bramką Portowców mylili się Kownacki i Pawłowski. Portowcy starali się przeprowadzać kontrataki, wykorzystywać stałe fragmenty gry, lecz żadne z tych rozwiązań nie przynosiło okazji do zdobycia bramki. Najdogodniejszą sytuację miał Zwoliński w 75. minucie spotkania, jednak jego strzał zza pola karnego instynktownie obronił bramkarz Lecha. Szanse debiutu w Ekstraklasie otrzymał na piętnaście minut przed końcem meczu siedemnastoletni napastnik Pogoni Marcin Listkowski. Zmiany przeprowadzane przez trenera Michniewicza nie wnosiły nowej jakości w grze jego zespołu. Lech kontrolował sytuacje na boisku i zasłużenie wygrał kolejny ważny mecz w drodze do mistrzostwa.
– Najważniejsze są trzy punkty, trzy punkty do mistrzostwa. Nie potrafiliśmy dziś wykorzystać tych sytuacji, które sobie stwarzaliśmy. Skuteczność była naszą największą bolączką. Udało nam się zagrać pewnie w defensywnie. Dopisujemy sobie trzy punkty, regeneracja i w środę znów stajemy do walki – mówił po spotkaniu trener Lecha Maciej Skorża.
Klątwa grupy mistrzowskiej wciąż trwa. Tegoroczny bilans Pogoni przedstawia się nad wyraz tragicznie, zaledwie jeden punkt w pięciu spotkaniach. Portowcy nie grają źle. Brakuje im boiskowego cwaniactwa, dokładności w kluczowych momentach, a najczęściej szczęścia. Lech pokazał za to determinację, z którą walczą o tytuł mistrzowski.
– Przegraliśmy z prawdopodobnie mistrzem Polski. Lech w drugiej połowie kontrolował mecz. Jeden strzał to za mało, by myśleć o dobrym wyniku. Młodzież się ogrywa – wiadomo, ale samą młodzieżą nie da się zdobywać punktów w Ekstraklasie. Mam żal do sędziego, że nie podyktował wolnego po faulu w końcówce na Zwolińskim – komentował Czesław Michniewicz.
Portowcom pozostaje walka o honor. Przed nimi jeszcze dwa mecze . Najbliższe spotkanie w środę o godzinie 20:30 z Jagiellonią Białystok. Będzie to ostatnia okazja by zobaczyć naszych zawodników na własnym boisku w tym sezonie.
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

