Powtórki z jesieni nie było. Pogoń przegrywa z obrońcą tytułu

Szczecińskiej Pogoni nie udało się powtórzyć wyniku z listopada, kiedy to pokonała warszawską Legię 2-1. Dziś to goście cieszyli się z trzech punktów, które dają im wciąż realną szansę na mistrzostwo Polski. Wynik spotkania ustalił na kwadrans przed końcem portugalczyk Orlando Sa.

W rundzie mistrzowskiej Pogoń Szczecin nie zaznała jeszcze smaku zwycięstwa. Po trzech porażkach i remisie w ostatnim meczu w Krakowie z Wisłą, w sobotnie popołudnie mierzyła się na własnym stadionie z warszawską Legią. Przed meczem łatwo było wskazać faworyta do zdobycia trzech punktów. Trzeba jednak pamiętać, że w ostatnim spotkaniu obu zespołów na Twardowskiego, niespodziewanie to Pogoń była górą nad faworyzowanymi Wojskowymi. Również warto zauważyć, że Legioniści ostatniego okresu nie mogą zaliczyć do udanych. Wydaje się, że każdy mecz to dla nich istna męką. Porażka z Lechem, remis ze Śląskiem, wygrana w kontrowersyjnych okolicznościach z Jagiellonią, to nie są wyniki, które przystoją obrońcom tytułu i zdobywcom Pucharu Polski.

Do dzisiejszego meczu trener Michniewicz wystawił skład zbliżony do ostatniego spotkania z Wisłą. Z konieczności na środku obrony zagrał Matras, do jedenastki wrócił Frączczak, a na bramce od pierwszej minuty stał Kudła. Dla ostatniego był to pierwszy mecz w ekstraklasie przed własną publicznością.

Pierwsze minuty spotkania zapowiadały dobre widowisko. Gra szybko przenosiła się z jednej strony na drugą. W siódmej minucie z szybką kontrą wyszli Portowcy, a w sytuacji sam na sam znalazł się szczeciński Zorro (dziś już bez maski), jednak jego strzał z 15 metra ofiarnie wybronili obrońcy Legii. Wojskowi nie pozostawali dłużni i pięć minut później pięknym uderzeniem spoza pola karnego popisał się Brzyski. Od utraty bramki piłkarzy z grodu gryfa uratowała poprzeczka. Niestety, wraz z upływającym czasem siadało tempo spotkania. Gra była prowadzona w środkowej strefie boiska. Z obu stron nie brakowało strzałów, lecz każdy z nich lądował w rękach bramkarzy lub nie trafiał w światło bramki. Ostatnie minuty pierwszej odsłony spotkania nie przyniosły bramki, choć obie drużyny włączyły wyższy bieg. W 38. minucie Pogoń przeprowadziła koronkową akcję, którą strzałem zakończył kapitan Portowców Rafał Murawski. Na posterunku czuwał Dusan Kuciak, który sparował strzał Murawskiego poza bramkę. Dwie minuty później znów poprzeczka uratowała Pogoń. Z narożnika boiska dośrodkowywał Dominik Furman, w polu karnym znalazł się Tomasz Jodłowiec i strzałem głową próbował pokonać dobrze dysponowanego w tym meczu Dawida Kudłę.

Obie drużyny do drugiej części spotkania przystąpiły bez zmian personalnych. Sygnał do ataku dał Legionistom Orlando Sa. W krótkim odstępie czasu kilkukrotnie sprawdzał formę szczecińskiego golkipera. Wtórowali mu w tym jego koledzy z drużyny. W 64. minucie indywidualną akcją popisał się Jodłowiec, jednak i tym razem musiał uznać wyższość Kudły. Z każdą upływającą minutą Legioniści grali coraz odważniej. Szczęście Pogoni nie mogło trwać wiecznie i w 76. minucie rozkręcona Legia zdobyła pierwszą i jak się później okazało decydującą bramkę. Indywidualnie w pole karne przedarł się Ondrej Duda, którego powstrzymał wślizgiem Matras, jednak zrobił to na tyle nieudolne, że wybita przez niego piłka trafiła wprost pod nogi Sa, a temu nie pozostało nic innego niż umieścić piłkę w pustej bramce. Po zdobytym golu goście oddali inicjatywę Pogoni. Jednak żaden z naszych piłkarzy nie pokonał bramkarza gości. Na uwagę zasługuje kontra Wojskowych w doliczonym czasie gry, po której sam na sam z pustą bramką znalazł się wprowadzony chwilę wcześniej Marek Saganowski. Po fatalnym uderzeniu piłka przeleciała nad poprzeczką. Minutę później sędzia prowadzący zawody zakończył spotkanie.

Po czterech spotkaniach w rundzie mistrzowskiej Portowcy zdołali zdobyć tylko jeden punkt. Przed nimi jeszcze trzy spotkania z bardzo wymagającymi rywalami. Coraz bardziej realny staje się czarny scenariusz z poprzedniego sezonu. Trener Czesław Michniewicz na pomeczowej konferencji podkreślał zaangażowanie w grę całej drużyny.

Pogoń w dzisiejszym spotkaniu prowadziła wyrównaną walkę, przez długi czas potrafiła prowadzić grę, konstruować składne akcje i udanie przerywać ataki gości – komentował Trener.

Kondycyjnie nie odstawała od swojego dzisiejszego rywala. Legia też nie zagrała na najwyższym poziomie. Nadal widać było, że męczy się z teoretycznie słabszym rywalem. Walka o mistrzostwo Polski w 2015 roku rysuje się bardzo ciekawie. Po dzisiejszej wygranej Legioniści wskoczyli na fotel lidera i przez 24 godziny są bliżej obrony tego miejsca. W niedzielny wieczór swój mecz rozgrywa poznański Lech, najbliższy rywal Portowców i najgroźniejszy rywal Legii w drodze po tytuł.

Osobne słowa należą się Dawidowi Kudle. Młody bramkarz Pogoni rozegrał, jak dotąd, najlepsze spotkanie w granatowo-bordowych barwach.

W ekstraklasie na pewno było to najlepsze moje spotkanie, choć nie było ich dużo. Jeszcze lepiej, gdyby było na zero z tyłu – komentował Kudła.

Stracona przez Pogoń bramka nie obciąża zbytnio jego konta. Na przestrzeni całego spotkania był najpewniejszym punktem szczecińskiej defensywy. Jeżeli dalej tak się będzie prezentował, to być może na dłużej znajdzie się w podstawowej jedenastce Pogoni.

Trzeba przyjąć na klatę tę porażkę i walczyć dalej – tak podsumował dzisiejsze spotkanie Dawid Kudła.

Trudno się z nim nie zgodzić. Do zdobycia zostało 9 punktów, będzie o nie trudno, ale trzeba zrobić wszystko by jak najlepiej zakończyć ten sezon.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama