Czarne Pantery nieznacznie pokonują Wilki Morskie
W pierwszym tegorocznym sparingu King Wilki Morskie Szczecin mierzyły się z Energą Czarnymi Słupsk podczas turnieju o Puchar Prezydenta Miasta Koszalin. Jak mówił trener Łukomski przed tym turniejem, głównym celem było przetestowanie różnych ustawień taktycznych i sprawdzenie wszystkich zawodników. Ostatecznie górą byli brązowi medaliści Mistrzostw Polski 74 do 70.
W pierwszej piątce na to spotkanie wyszli Paweł Kikowski, Paweł Leończyk, Łukasz Majewski (kapitan), Uros Nikolić i Marcin Nowakowski. Z początku dość szybko na kilkupunktowe prowadzenie wyszli Czarni, co było skutkiem dobrej gry obwodowych i ich skuteczności w rzutach za trzy punkty. Wilkom najlepiej wychodziły akcje podkoszowe, w których dużym sprytem popisywał się Nikolić. Niestety w obronie nie było już tak wesoło. Słupczanie mieli przewagę w zbiórkach i to oni ostatecznie wygrali pierwszą kwartę siedmioma punktami (13:20).
Druga odsłona nie różniła się zbytnio od pierwszej. Czarni wciąż prezentowali się lepiej. Przede wszystkim ich grę cechowała wyższa kultura rozegrania. Rozgrywali długo i przeważnie oddawali rzuty z przygotowanych pozycji. U Wilków najczęściej dominował zbytni pośpiech i nerwowość. Za rozegranie oprócz Marcina Nowakowskiego w pierwszej połowie odpowiadał Korie Lucious, który wciąż jest testowany przez sztab szkoleniowy. Z tej dwójki więcej opanowania i precyzji prezentował Nowakowski. Luciousa często porywała fantazja i przez to często piłka znajdowywała się w rękach Czarnych. W końcowych fragmentach pierwszej połowy przypomniał o sobie Paweł Kikowski, który dzięki dwóm celnym trafieniom za trzy punkty był najskuteczniejszym szczecińskiej drużyny w tym momencie. Również dzięki niemu i Nowakowskiemu udało się zniwelować stratę i wygrać pierwszą połową 34:32. Po d tablicami najwięcej zbiórek miał Uros Nikolić (pięć) i Nowakowski (cztery).
Po zmianie stron na parkiecie zobaczyliśmy pierwszą piątkę Czarnych Słupsk, co znacząco wpłynęło na ich grę. Po pięciu minutach trzeciej kwarty odrobili straty i wyszli na jedenastopunktowe prowadzenie. W tym czasie Wilkom nie udało się oddać celnego rzutu (45:34). Wynik ratowały rzuty osobiste, które szczecińscy zawodnicy wykonywali bezbłędnie. Na pierwsze punkty z gry czekaliśmy do połowy ósmej minuty, kiedy pod koszem zawalczył Paweł Leończyk. Chwilę później po szybkiej kontrze swoje pierwsze trafienie zanotował Luciuos. Nie udało się obronić wyniku sprzed przerwy i po trzeciej odsłownie brązowi medaliści poprzedniego sezonu prowadzili 52:46.
Dwie straty Kuby Garbacza rozpoczęły ostatnie dziesięć minut spotkania. Wykorzystał je Canen Cunningham i dwukrotnie popisał się efektownymi wsadami. Przewaga Czarnych Panter rosla z każdą minutą. Znów zaczęły im wchodzić rzuty za trzy, a Wilki pozostawiali im dużo przestrzeni na własnej połowie. Dobrze prezentował się w tej części jedynie Frank Gaines, który dwukrotnie przechwycił piłkę i po indywidualnych akcjach pewnie zdobywał punkty. Później trafił trójkę i dzięki takiej grze stał się najlepszym strzelcem Wilków w całym spotkaniu (siedemnaście punktów). Gdy wydawało się, że wszystko jest już ustalone, podopiecznym trenera Łukomskiego udało się złapać kontakt i walka o zwycięstwo trwała do ostatnich sekund. Ostatecznie to Słupczanie wygrali całe spotkanie czteroma punktami – 74:70.
W spotkaniu najważniejszym było sprawdzenie różnych ustawień taktycznych. Gra Wilków zdecydowanie lepiej wyglądała, gdy na boisku pojawiali się: na rozegraniu Marcin Nowakowski, pod koszem Nikolić zamiast C.J. Aikena i Paweł Kikowski na skrzydle. Z nowo pozyskanych Amerykanów dobrze zaprezentował się jedynie Gaines. Na parkiecie nie zobaczyliśmy Macieja Majcherka, Bartosza Wróbla oraz Michała Nowakowskiego. Pierwszym sparingpartnerem Wilków był zespół, który w poprzednim sezonie wywalczył medal Mistrzostw Polski i brał udział w półfinale Pucharu Polski. Na pewno nie był to najłatwiejszy przeciwnik, jednak jeśli Wilki myślą o grze w play-offach muszą mierzyć się z najlepszymi. Przed nimi jeszcze dużo pracy, ale momentami można było mieć nadzieję, że praca włożona na treningach nie pójdzie na marne.
tekst: Oam
foto: PP

