Adrianna Płaczek: Tworzymy nową historię

Z Aśką znamy się już szmat czasu z reprezentacji juniorek i młodzieżowej. Można śmiało stwierdzić, że znamy się jak łyse konie. Wiem, że gdzie nie podam piłki, tam Aśka zawsze się znajdzie – mówi o współpracy z Joanną Gadziną, Adrianna Płaczek. Z bramkarką Pogoni Baltica rozmawiał, Tomasz Libertowski.

Odniosłyście wspaniałe zwycięstwo nad Mistrzem Polski, nic tylko gratulować.
– (śmiech). Wiedziałyśmy, że czeka nas ciężkie spotkanie, bo przyjechał do Szczecina wielokrotny Mistrz Polski. Jednakże to my od początku grałyśmy na swoim dobrym poziomie i cieszę się, że udało nam się wygrać. Wracamy na fotel lidera!

Chyba spadł Wam mały kamień z serca, że w końcu udało się pokonać Selgros Lublin w spotkaniu ligowym.
– Zgadza się, aczkolwiek nigdy nie patrzymy w przeszłość. Jest nowy sezon, nowe spotkania i tworzymy od początku nową historię. Pokazałyśmy, że tworzymy naprawdę wspaniały zespół, który może wiele osiągnąć.

Wasze wyniki z początku sezonu napawają optymizmem. Z każdym spotkaniem pokazujecie, że drużyna idzie w dobrym kierunku.
– Dokładnie. Pomimo tego, że zdarzają się nam przestoje, to potrafimy z nich wyjść. W pewnym momencie było „gorąco” i rywalki zbliżyły się do nas na jedną bramkę, ale zachowałyśmy zimną głowę i potrafiłyśmy dobrze rozwiązywać sytuacje. Dwa punkty zostały w Szczecinie i z tego jesteśmy bardzo zadowolone.

Jaki myśli przychodziły Ci do głowy podczas tego przestoju koleżanek w ataku? Byłaś zmotywowana do jeszcze lepszej gry?
– Oczywiście, że tak! Powiedziałam sobie, że Selgros nie może doprowadzić do remisu, bo wtedy będzie bardzo ciężko. Starałam się zrobić wszystko, aby pomóc mojemu zespołowi w odniesieniu sukcesu. Dziewczyny zagrały bardzo dobrze w ataku, a przede wszystkim w obronie, stąd też taka moja postawa w tym meczu.

Po grze z kontrataku widać, że szczególnie dobrze układa Ci się współpraca z Asią Gadziną, której asystowałaś przy kilku bramkach.
– (śmiech). Z Aśką znamy się już szmat czasu z reprezentacji juniorek i młodzieżowej. Można śmiało stwierdzić, że znamy się jak łyse konie. Wiem, że gdzie nie podam piłki, tam Aśka zawsze się znajdzie (śmiech).

Twoja znakomita postawa musi w końcu zostać zauważona przez selekcjonera kadry Polski. Czy po cichu przewijają się te myśli o występach w seniorskiej reprezentacji Polski?
– Powiem tak, jak przyjdzie powołanie to będę bardzo szczęśliwa. Póki co skupiam się na dobrej grze w klubie. Zobaczymy co przyniesie czas.

Zakończył się Wasz pierwszy maraton meczowy. Jakie plany na najbliższe dni?
– Mamy kilka dni wolnego, które ja zamierzam spędzić z rodziną. Skończy się odpoczynek, to wracamy do jeszcze cięższej pracy, gdyż niedługo czekają nas mecze pucharowe.

Spotkania pucharowe ze Szwajcarkami rozegracie na hali przy Twardowskiego. To chyba dla Was duże ułatwienie, bo to tam na co dzień trenujecie.
– Co prawda na Szafera gra się dobrze, a w spotkaniu z Lublinem kibice stworzyli wspaniałą atmosferę za co im serdecznie dziękuję, ale osobiście bardzo lubię grać na Twardowskiego. Ta hala ma swój klimat. To tam stawiałam pierwsze kroki w Ekstraklasie i mam do niej duży sentyment do tego miejsca.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszej części sezonu.
– Dzięki!

tekst: Tomasz Libertowski
foto: Tamara Medyńska


Reklama