Druga przegrana szczypiornistów Pogoni
Pogoń Szczecin, występując bez chorego Mateusza Zaremby, przegrała drugi mecz z rzędu i spadła w tabeli na piąte miejsce. Świetny mecz rozegrał Paweł Krupa, jednak było to za mało na drużynę gospodarzy.
Portowcy rozpoczęli spotkanie z Pawłem Krupą na skrzydle i Kiryłem Kniaziewem na prawym rozegraniu. Wynik meczu swoim rzutem otworzył MMTS Kwidzyn. Portowcy od samego początku rozpoczęli spotkanie wysoką obroną, jednak pojawiły się błędy i dopiero w 4. minucie Kniazieu zdobył bramkę na 1:1. Przez pierwsze dziesięć minut wydawało się, że tym razem szczecinianom udało się dobrze wejść w spotkanie i będą w stanie utrzymać kontakt z przeciwnikiem. Chwilę później nastąpiła seria błędów i w 17. minucie, kiedy o czas poprosił Rafał Biały, Portowcy przegrywali już 9:4. W bramce Edina Tatara zastąpił Lech Kryński, jednak problemy szczecińskiej obrony nie ułatwiały pracy golkiperowi. Rafał Biały zadecydował o zmianach w grze defensywnej i w końcówce pierwszej połowy jego podopieczni zdołali odrobić dwie bramki i do szatni zeszli przegrywając 14:11.
Szczecinianie przyzwyczaili już swoich kibiców do dreszczowców, dlatego trzy bramki nie wydawały się dla nikogo przewagą nie do odrobienia. Drugą połowę Portowcy rozpoczęli od nieudanej akcji, ale już w 34. minucie po szybkich akcjach z obu stron na tablicy widniał wynik 16:14. Kwidzynianie nie zamierzali się jednak poddawać i skutecznie atakowali szczecińską bramkę. Pogoń ponownie popełniała błędy, zawodnicy starali się szybko rozegrać piłkę i oddać rzuty, co często kończyło się brakiem trafienia. W 41. minucie trzecią karą i czerwoną kartką został ukarany Patryk Walczak, a gra Portowców wyglądała już tylko gorzej. Nieszczelna obrona, brak skuteczności i szczęścia spowodowało, że w 49. minucie Pogoń Szczecin przegrywała już sześcioma bramkami (24:18). Choć do końca spotkania pozostawało jeszcze dziesięć minut, to wynik wydawał się być już przesądzony. Trener kwidzyńskiej drużyny zaczął zmieniać zawodników i pozwolił zaprezentować się młodszej części drużyny. W końcówce spotkania szczecinianie próbowali jeszcze walczyć i ostatecznie udało im się zniwelować wysokość porażki do trzech bramek. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 29:26.
W spotkaniu tym z bardzo dobrej strony zaprezentowali się Kniazeu i Krupa, którzy stanowili o sile drużyny. To właśnie Białorusin dał drużynie sygnał do ataku zdobywając dwie pierwsze bramki i razem z Pawłem Krupą zdobyli dziewięć z jedenastu punktów w pierwszej połowie. Po powrocie do domu szczecinian czeka bardzo krótki odpoczynek, bo już w środę zmierzą się we własnej hali z beniaminkiem superligi, KPR RC Legionowo.
tekst: Agata Nowalany
foto: Mateusz Szklarski

