Koniec serii. Pogoń boleśnie przegrywa z Cracovią 4:1
W sobotnie popołudnie swoje kolejne ligowe spotkanie rozgrywała szczecińska Pogoń. Przeciwnikiem Portowców w trzynastej kolejce Ekstraklasy była Cracovia. W podróż do stolicy Małopolski Granatowo-bordowi wyruszyli już w czwartek. Największą zmianą w wyjściowej jedenastce podopiecznych Czesława Michniewicza był powrót jej kapitana, Rafała Murawskiego. Oprócz niego swoją szansę na występ od pierwszej minuty otrzymał Takuya Murayama.
Pierwsze minuty spotkania przyniosły lekką przewagę gospodarzy. Pogoń ograniczała się do przeszkadzania w ich ofensywnych akcjach. Po początkowych piętnastu minutach gry Pasy miały już oddane trzy strzały na bramkę Pogoni, a szczecinianie ani jednego. To tylko potwierdzało przewagę Cracovii. Największym problemem było utrzymanie się przy piłce. Dobrze grała defensywa, która nie popełniała większych błędów, a przede wszystkim większość interwencji szczecińskich obrońców była czysta. Dopiero w 27. minucie doczekaliśmy się pierwszej groźniejszej akcji, w której Pogoń potrafiła dłużej utrzymać się przy piłce. Prawą stroną ruszył Matras co skończyło się rzutem z autu. Później akcję kreował Zwoliński, jednak w tej akcji zabrakło najważniejszego – strzału. W doliczonym czasie gry w polu karnym Portowców przewracał się Kapustka, ale sędzia zachował się w tej sytuacji bez zarzutu i nie podyktował jedenastki. Pierwsza połowa nie przyniosła więc żadnej bramki. Co gorsza we wszystkich statystykach przeważali przeciwnicy Pogoni.
By wnieść trochę ożywienia w akcje ofensywne swoich podopiecznych trener Czesław Michniewicz desygnował do gry od drugiej połowy kolejnego napastnika, Vladimera Dvalishviliego. Miało to jednak odmienny efekt. Wejście drugiego napastnika sprawiło, że w środku pola zrobiło się więcej miejsca, co skrzętnie wykorzystała Cracovia. Trzy minuty po wznowieniu gry bramkę dla gospodarzy zdobył Mateusz Cetnarski, który wykorzystał błąd w ustawieniu linii obrony Portowców i silnym strzałem pokonał Dawida Kudłę. Co gorsza gospodarze poszli za ciosem i trzy minuty później było już 2:0. Tym razem bramkę zdobył Deniss Rakels. Akcję rozpoczął Cetnarski, podał na skrzydło do Wójcickiego, ten zagrał wzdłuż bramki i Rakelsowi nie zostało nic innego niż skierować piłkę do siatki. Pogoń nie poddała się i po czterech minutach swoją szóstą bramkę w tym sezonie zdobył Łukasz Zwoliński. Po rzucie wolnym piłkę przedłużył Adam Frączczak i nasz najskuteczniejszy napastnik uderzył głową nie do obrony i Pogoń złapała kontakt. 61. minuta przyniosła kolejną bramkę dla Pasów. Pogubili się obrońcy Portowców i drugą bramkę zdobył Rakels. Nie podziałało to budząco na zespół Pogoni i dziewięć minut później było już 4:1. To trafienie Budzińskiego na swoje konto musi zapisać Dawid Kudła. Strzał zza pola karnego prześlizgnął się po jego rękach i piłka wtoczyła się do bramki. Zawodnicy Jacka Zielińskiego nabrali wiatru w żagle i wcale nie odpuszczali żadnej okazji do przeprowadzenia ataku. W doliczonym czasie gry Pogoń miała szansę na drugie trafienie. Sandomierski złapał piłkę po podaniu od własnego zawodnika i sędzia podyktował rzut wolny w polu karnym. Adam Frączczak nie zdołał umieścić piłki w siatce. Do końcowego gwizdka nie padły już żadne bramki. Mecz zakończył się wynikiem 4:1.
Po pierwszej, co tu dużo mówić nudnej, pierwszej połowie, druga przyniosła nam dużo emocji. Niestety nie były to emocje, które w spokoju przeżywali kibice Pogoni. Mecz przyniósł pierwszą porażkę w obecnym sezonie, co nie jest najważniejsze. Portowcy bardzo rozczarowali w tym spotkaniu swoją postawą. Zabrakło chęci do gry ofensywnej. Pierwsza połowa to tylko jeden oddany strzał na bramkę Sandomierskiego. Natomiast w drugiej odsłonie zawiodło to, co było jej największą siłą w tym sezonie, gra defensywna. Cztery stracone bramki i żółta kartka dla Fojuta, która wyklucza go z następnego meczu z Górnikiem Zabrze na długo zostaną zapamiętane. Wszyscy spodziewali się, że pierwsza porażka w końcu przyjdzie. Ale chyba nikt nie domyślał się, że będzie ona tak dotkliwa i odniesiona w takim stylu. Trzeba o niej jak najszybciej zapomnieć i wrócić do gry.
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

