Łukasz Majewski: W koszykówce najważniejsze są detale

Po drugim zwycięstwie w sezonie przeprowadziliśmy rozmowę z kapitanem King Wilków Morskich Szczecin, Łukaszem Majewskim. Na gorąco po meczu z Polskim Cukrem Toruń odpowiedział nam na pytania dotyczące formy całego zespołu, grze swoich kolegów z zespołu i planach na najbliższe mecze.

Wasz dzisiejszy sukces rodził się w małych bólach.
– Małych? Raczej w bardzo dużych bólach! Na własne życzenie wychodzimy na plus sześć punktów i wydaje się, że złapaliśmy rytm i mamy mecz ustawiony. Tymczasem przydarza się pod koniec meczu głupia strata Louciusa, ale mimo to ważne że wytrzymaliśmy do końca. Stworzyła się sytuacja na koniec z tymi wolnymi, udało mi się i mecz do przodu. W naszym graniu jest jeszcze dużo chaosu, ale styl póki co się nie liczy i ważne są zwycięstwa.

Można w Waszej grze dostrzec pewną regułę, taką sinusoidę. Wpierw wychodzicie na prowadzenie, by za chwilę gonić wynik i tak w sumie bez przerwy.
Dokładnie! Właśnie o to chodzi. Brak w naszej grze stałości. To czasami nas wiele kosztuje, jak drużyna przeciwna złapie swój rytm, to wtedy jest nam bardzo ciężko. Szczególnie widać to na wyjazdach, tak jak ostatnio w Kutnie.

Dzisiaj też tak było. Czwarta kwarta, wychodzicie na parkiet, siedem punktów przewagi. Tymczasem zgotowaliście wszystkim horror w końcówce.
– Tak naprawdę, cieszy nas dzisiaj tylko zwycięstwo. Jestem ogólnie perfekcjonistą, nawet w szafie mam wszystko równo poukładane i dlatego chcę żeby na boisku też tak było. Wiem, że tak się nie da, ale oprócz tego zwycięstwa jest jeszcze dużo pracy. Musimy wyłapać te detale, po to by w przyszłości nie było tej „sinusoidy”, byśmy nie przegrywali walki pod deską, lepiej robili zasłony i podawali sobie. W koszykówce detale są najważniejsze.

W meczu z Toruniem prawdziwy „dzień konia” miał Paweł Leończyk. Trzydzieści oczek, nieustępliwość pod koszem, wszędzie go było pełno.
Leon jest już na tyle doświadczonym graczem, mimo że nie jest jakoś wyjątkowo starszy wiekem, ale my do tej pory, przynajmniej co po niektórzy, nie rozumieliśmy jego gry. Mam na myśli cały zespół tak naprawdę. Nie potrafiliśmy wykorzystać jego najmocniejszych stron. Najpierw musimy otworzyć jego, to i nam będzie łatwiej. To działa w dwie strony. Na początku sezonu miał przypisaną rolę, ale trzeba było się z tym pogodzić, że w życiu chwilami trzeba być w cieniu, a nie gwiazdą. Nie mówię, że Leon jest gwiazdą, ale jest naszym liderem podkoszowym. Jeżeli tego nie wykorzystamy, to będziemy mieć problemy.

Pojawiały się głosy, że potrzebny Wam nowy rozgrywający. Jednak z każdym kolejnym meczem coraz lepiej w drużynie funkcjonuje współpraca z Koriem. Poprawiliście też liczbę asyst.
– Dużo rozmawiamy w szatni i z trenerami, o tym co trzeba naprawić. Mówimy mu podczas analizy spotkania, że jak ma otwartego gościa to ma mu podać. Wtedy i jemu będzie łatwiej. On też musi zrozumieć, że bez jego dobrej gry to drużyna nie będzie spójna. Korie gra na jedynce, czyli najważniejszej pozycji w naszej układance. Po tym meczu cieszy to, że te rozmowy i analizy pomału do niego docierają. Chłopak miał ciężkie życie przez ostatni miesiąc, bo ciążyła na nim duża presja. Zapominając o tej głupocie na środku boiska pod koniec spotkania, to z pewnością był obok Leona najlepszą postacią na parkiecie.

Przed Wami wyjazd do Lublina, więc chyba możemy liczyć na rozpoczęcie serii zwycięstw?
– Nie rozmawiajmy w ten sposób i nie wyprzedzajmy faktów. Wiemy, że mamy Lublin i co powinniśmy tam zrobić. Skupmy się na tym, by tam pojechać i zagrać dobre zawody na dwóch stronach boiska. Wtedy będę spokojny o wynik. Nie róbmy tych głupot, o których rozmawialiśmy i będzie dobrze.

tekst: Oskar Antoni Masternak
foto: Mateusz Szklarski


Reklama