Sukces zrodził się w bólach. Pogoń – Lechia 1:0!

Po bardzo słabym spotkaniu i bramce w doliczonym czasie gry Rafała Murawskiego podopieczni Czesława Michniewicza odnieśli swoje pierwsze od prawie dwóch miesięcy zwycięstwo.

W osiemnastej kolejce Ekstraklasy Pogoń Szczecin podejmowała gdańską Lechię. Gdy spojrzało się przed tym spotkaniem na ligową tabelę można było pomyśleć, że Granatowo-Bordowi byli murowanymi faworytami do zwycięstwa. Jednak obie jedenastki od dłuższego czasu znajdują się w kryzysie i obu równie zależało na pierwszym od dłuższego czasu na zwycięstwie.

Od początku spotkania oba zespoły przystąpiły do ataków. Najpierw zaatakowali gospodarze, ale znów w kluczowym momencie zabrakło im koncentracji. W czwartej minucie meczu wszyscy zgormadzeni na stadionie im. Floriana Krygera wstrzymali oddech. Z dwudziestego metra uderzał Peszko i co prawda Jakub Słowik wypił piłkę po tym uderzeniu, ale nie miał nic do powiedzenia przy dobitce Kuświka. Na szczęście był na pozycji spalonej co zauważył sędzia liniowy. Później mecz się uspokoił i żaden zespołów nie stwarzał sobie dogodnych sytuacji do objęcia prowadzenia. Co prawda piłka często przenosiła się spod jednego pola karnego pod drugiego, ale brakowało tego, co jest solą tego sportu czyli strzałów. Dobrą okazję stworzył w 36. minucie Patryk Małecki, który dośrodkowywał z lewej strony boiska do będącego w polu karnym Frączczaka, ale ten minimalnie przestrzelił i wciąż na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis. Dwie świetne okazje w końcówce pierwszej połowy mieli goście. Najpierw groźny strzał oddał Kovacević, a chwilę później w jednej akcji strzały oddali Makuszewski i Kuświk.

Drugą połowę otworzyło świetne uderzenie Rafała Murawskiego, ale bramkarz Lechii, Marko Marić nie dał się zaskoczyć. Niestety z biegiem czasu lepsze okazje do strzelenia gola stwarzali sobie goście. Trzeba przyznać, że oba zespoły w drugiej połowie prezentowały się bardzo słabo. Piłka znajdowała się przeważnie w środkowej strefie boiska, było dużo fauli i nieczystych zagrań.

Chyba każdy z obecnych na stadionie kibiców może stwierdzić, że było to jedno ze słabszych spotkań na stadionie przy ulicy Twardowskiego w tym sezonie. W doliczonym czasie gry w końcu padła upragniona przez wszystkich bramka. Rafał Murawski wykorzystał podanie Miłosza Przybeckiego i dzięki temu Pogoń osiągnęła pierwsze od dłuższego czasu zwycięstwo.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama