Efektowna wygrana na koniec ligi. Pogoń – Cracovia 3:2

Podopieczni Czesława Michniewicza wygrali w środowy wieczór z wyżej notowanym rywalem. Szkoda, że dopiero tak późno przypomnieli sobie jak się gra i walczy. Dwukrotnie goście doprowadzali do wyrównania, ale decydującą bramkę zdobył krytykowany ostatnio Łukasz Zwoliński.

W ostatnim spotkaniu przed własną publicznością szczecińska Pogoń podejmowała Cracovię Kraków. Z punktu ewentualnego awansu do europejskich pucharów, to spotkanie miało szczególne znaczenie dla gości. Porażka w poprzedniej kolejce z Zagłębiem Lubin praktycznie przekreśliło szanse Portowców na zakończenie sezonu na miejscu premiowanym awansem.

W wyjściowej jedenastce znalazło się miejsce dla Dawida Korta, wychowanka szczecińskiej drużyny, który w drugiej minucie miał okazję do strzelenia bramki. Jednak w świetnej sytuacji trafił prosto w bramkarza drużyny gości. Choć to Portowcy dominowali w pierwszych fragmentach gry, to nie byli w stanie poważniej zagrozić bramce Pasów. Goście natomiast ograniczali się do kontrataków, które również nie kończyły się celnymi strzałami. Trybuny ożywiły się dopiero w 28. minucie gry, kiedy strzałem z pierwszej piłki strzelał Rafał Murawski i próbował pokonać Grzegorza Sandomierskiego. Chwilę później było już 1:0 dla szczecinian. Na listę strzelców wpisał się Kort, który wślizgiem wykończył akcję Gyursco i wpakował piłkę do siatki. Od tego momentu zwiększyła się przewaga gospodarzy, który raz po raz atakowali bramkę przeciwników. Goście szukali swojej okazji w stałych fragmentach gry. Po jednym z nich Jakub Słowik wyciągnął się jak struna i efektowną paradą uchronił szczecinian od straty bramki. Podopieczni Czesława Michniewicza odpowiedzieli momentalnie ładną zespołową akcją, w której wyśmienitej sytuacji nie wykorzystał Gyursco.

Do drugiej połowy obie drużyny przystąpiły w niezmienionych składach. Niestety przerwa nie podziałała najlepiej na oba zespoły. Tempo wyraźnie spadło, a o sytuacjach podbramkowych można było przez pierwsze dwadzieścia minut po wznowieniu gry tylko pomarzyć. Dopiero przypadkowy, samobójczy gol Jarosława Fojuta rozbudził obie jedenastki. Piłkę uderzał Tomas Vestenicky, ale ta odbiła się od obrońcy Pogoni, a Jakub Słowik pozostał bez szans. Na dwadzieścia minut przed końcem spotkana w polu karnym faulowany był Rafał Murawski, więc sędzia Krzysztof Jakubik wskazał na wapno. Jedenastkę na gola zamienił Adam Frączczak, czym znów wyprowadził Portowców na prowadzenie. To trafienie ożywiło ofensywne poczynania Pogoni, ale to podopieczni Jacka Zielińskiego znów cieszyli się z wyrównującej bramki. Autorem tego trafienia był Mateusz Cetnarski. Ich radość trwała krócej niż mgnienie oka. Po dośrodkowaniu z prawej strony dobrze w polu karnym znalazł się Łukasz Zwoliński, który z bliskiej odległości umieścił piłkę w siatce. Goście kończyli mecz w dziesiątkę, ponieważ drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Paweł Jaroszyński, obrońca Pasów. W takiej sytuacji szczecinianom udało się utrzymać korzystny wynik do końca spotkania.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama