Ospały debiut jedenastki Moskala w Szczecinie
Nie tak wyobrażaliśmy sobie rozpoczęcie sezonu w wykonaniu Pogoni. Po dość żywej pierwszej połowie, druga okazała się antyreklamą polskiej piłki. Brak dokładności, zero groźnych strzałów i niepotrzebnych strat.
W pierwszej kolejce Lotto Ekstraklasy oba zespoły doznały porażki, ale to kielczanie boleśniej zderzyli się z ligową rzeczywistością. Wyjazdowa porażka z Zagłębiem Lubin 0:4 jest tym bardziej bolesna, że już po trzydziestu minutach wynik spotkania był już ustalony. Portowcy również na wyjeździe przegrali 1:2 i w piątkowym pojedynku walczyli o pierwsze ligowe punkty.
Trener Kazimierz Moskal zgodnie z zapowiedziami nie przeprowadził zbyt wielu zmian w wyjściowej jedenastce. Swoją szansę na grę od pierwszej minuty dostali Dawid Kort i Spas Delev. Szansę na rehabilitacje dostał Jakub Słowik, który w meczu z Wisłą zaliczył kilka nerwowych interwencji.
Nieoczekiwanie w pierwszych minutach przewagę mieli goście z świętokrzyskiego. W ciągu trzech minut zdołali oddać dwa celne strzały na bramkę granatowo-bordowych. Swoją doskonałą okazję miał w piątej minucie Jakub Czerwiński, a chwilę później Łukasz Zwoliński. Ten sam zawodnik w dziesiątej minucie mógł otworzyć wynik spotkania. Świetnym refleksem popisał się Adam Frączczak, który uruchomił Rafała Murawskiego, ten dośrodkował w pole karne, ale napastnik Portowców nie zdołał dojść do szybko posłanej piłki. Pogoń dopięła swego w 21. minucie. Fenomenalny strzał z dystansu oddał Dawid Kort. Korona dość szybko miała swoją okazję do wyrównania. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzał Djibril Diaw, ale po tym trafieniu piłka trafiła w poprzeczkę. To, co zadziało się na boisku w 33. minucie woła o pomstę do nieba. Jakub Słowik znów przyprawił wszystkich na stadionie o drżenie serca. Jego nie pewna interwencja w szesnastce zakończyła się trafieniem gości w słupek. Znów od utraty bramki Portowców uratowało szczęście. Na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy wyrównującą bramkę zdobył Serhij Pylypczuk, który po idywidualnej akcji pokonał chimerycznego Słowika.
Po zmianie stron pierwszą groźną sytuację stworzyła sobie Pogoń. Spas Delev uderzał z szesnastego metra, ale futbolówka minęła światło bramki. Później obie jedenastki próbowały swoich sił w konstruowaniu ataków pozycyjnych, ale piłka z rzadka trafiała w pole karne przeciwnika. Na pierwszą zmianę trener Moskal zdecydował się na dwadzieścia pięć minut przed końcowym gwizdkiem. Boisko opuścił Delev, a w jego miejsce wszedł Sebastian Rudol. Dzięki tej zmianie do linii pomocy przeszedł Frączczak. Chwilę później Mateusz Matras zmienił Kamila Drygasa. Te zmiany niewiele zmieniły w obrazie gry. Wyglądało na to, że obu jedenastkom remis wystarczał. Nawet pojawienie się ofensywnie nastawionego Aki nie wpłynęło pobudzająco na kolegów z drużyny. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1.
Trener Moskal miał wprowadzić do zespołu nową jakość. Niestety, zakończyło się na zapowiedziach, a Pogoń cały czas gra to samo, do czego przyzwyczaiła nas w poprzednim sezonie. Minimalizm i brak skuteczności nie może skutkować dobrymi wynikami. Miejmy nadzieję, że w końcu Portowcy pokażą na co ich stać.
Tekst: Oam
Foto: Mateusz Szklarski

