Męczarnie na koniec roku. Pogon – Zagłębie 1:1

Przed przerwą w rozgrywkach na pożegnanie ze swoimi kibicami Pogoń nie zdołała na własnym boisku pokonać Zagłębia Lubin. Jeden punkt zapewnił Portowcom niezawodny Adam Frączczak, dla którego było to siódme trafienie w  bieżącym sezonie Lotto Ekstraklasy.

Pierwsze minuty ostatniego w tym roku spotkania Pogoni przed własną publicznością nie zapowiadały dobrego widowiska. Gra toczyła się pod dyktando gospodarzy, ale Zagłębie umiejętnie się broniło, przerywając mozolnie budowane ataki pozycyjne. Serca kibiców rozgrzało dopiero piękne dośrodkowanie w piątej minucie, które otworzyło Adamowi Gyurcso drogę do bramki. Węgier nie zdążył do piłki, która wylądowała w rękach Martina Polaćeka. Pięć minut później Rafał Murawski silnie uderzył bezpańską piłkę zza pola karnego, ale w tej sytuacji minimalnie chybił. Goście pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie w siedemnastej minucie. Z rzutu wolnego na bramkę Słowika uderzał Jakub Tosik, ale i po jego uderzeniu piłka nie znalazła drogi do bramki. Mimo to, Portowcy cały czas dominowali i dochodzili do dobrych sytuacji. Jednak w decydujących momentach ich poczynania przerywali obrońcy Miedziowych. Kapitan Granatowo-bordowych na pięć minut przed końcem znów miał możliwość otworzenia wyniku. Jednak zagranie z prawej strony Cornela Rapy było za mocne i piłka uderzona wślizgiem nie była w stanie zaskoczyć bramkarza gości. Takie sytuacje mnożyły się przez całą pierwszą połowę, w której nie zobaczyliśmy żadnej bramki.

Zmiana stron nie wpłynęła znacząco na przebieg spotkania. Wciąż stroną dominującą była Pogoń, ale goście zaczęli wyprowadzać coraz groźniejsze kontrataki, które tchnęły w zespół Stokowca nowe siły. W sumie był to krótki zryw, który nie przyniósł zmiany na tablicy wyników. Ataki Pogoni wyglądały dobrze, ale tylko do momentu kluczowego podania. Wówczas zazwyczaj brakowało precyzji i przeciwnicy łatwo zabierali im piłkę. Niestety goście wykorzystali złe zachowanie szczecińskiej obrony, a w szczególności Jakuba Słowika i Adam Buksa wpisał się na listę strzelców. Szczęście gości nie trwało długo i po minucie wyrównał Adam Frączczak. Napastnik znalazł się tam, gdzie powinien i z bliskiej odległości pokonał bramkarza gości. Od tego momentu nudne do tej pory spotkanie nabrało rumieńców. Każda z drużyn za wszelką cenę chciała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jednak znów głównie oglądaliśmy niecelne zagrania z obu stron. Końcowe fragmenty meczu w dalszym ciągu nie przynosiły upragnionej bramki. Sędzia doliczył cztery minuty do regulaminowego czasu, ale w tym okresie piłka nie znalazła drogi do siatki.

tekst: oam

foto: Mateusz Szklarski


Reklama