Azoty za silne dla Pogoni

Od porażki na własnym parkiecie rozpoczęli zmagania o brązowy medal mistrzostw Polski szczypiorniści Pogoni Szczecin. Po dość jednostronnym pojedynku Azoty Puławy pewnie wygrały 36:25.

Przed spotkaniem największą niewiadomą był skład, w jakim przystąpi do rywalizacji szczecińska Pogoń. Od dłuższego czasu na urazy uskarżali się najlepiej rzucający w drużynie Bartosz Konitz, Wojciech Zydroń i Michal Bruna. Oprócz nich kontuzję leczył bramkarz szczecińskiej siódemki Lech Kryński. Na przedmeczowej rozgrzewce wszyscy rekonwalescenci pojawili się na parkiecie, co dawało nadzieję na dobrą grę i jeszcze lepszy wynik podopiecznych Rafała Białego.

Niestety od pierwszego gwizdka sędziów z Gdańska, to goście prowadzili grę. W drugiej minucie objęli dwubramkowe prowadzenie, którego nie oddali do końca pierwszej połowy. Warto wspomnieć, że po kwadransie Pogoń złapała kontakt, a chwilę później wyrównała, jednak w tym momencie zaczął się koszmar szczecińskich piłkarzy. Po pierwsze zaczął zawodzić atak, na co niemały wpływ miał broniący na wysokim poziomie reprezentacyjny bramkarz Rosji, Vadim Bogdanov.

– W dzisiejszym spotkaniu Vadim rozegrał świetne zawody, broniliśmy z większym spokojem, wiedząc w jakiej on jest dziś formie. – podkreślał Przemysław Krajewski, skrzydłowy reprezentacji Polski.

Po drugie, sędziowie w pewnym momencie zatracili kontakt z rzeczywistością, co skutkowało raz po raz karaniem szczecińskich zawodników dwuminutowymi wykluczeniami. Ostatecznie pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 16:14 dla przyjezdnych.

W drugiej połowie podopieczni Rafała Białego rozpoczęli odrabiać straty, co zwarzywszy na podwójne osłabienie, nie należało do łatwych zadań. Do czterdziestej minuty wynik spotkania oscylował wokół remisu (po 20). Tymczasem znów swój kunszt w bramce zaczął pokazywać Bogdanov i z każdą upływającą minutą rosła przewaga gości. Świetnie wyglądała u nich współpraca rozgrywających ze skrzydłowymi. Trójka Prce – Krajewski – Sobol zdobyła razem aż dwadzieścia cztery bramki! Najwięcej z nich zdobył reprezentant Bośni i Hercegowiny Nicola Prce (dwanaście trafień). Pytany o przyczynę tak kiepskiej postawy w końcówce spotkania Wojciech Zydroń podkreśla postawę sędziów i nerwowość w grze całego zespołu.

– Za szybko oddawaliśmy rzuty, za szybko konstruowaliśmy akcje. Druga rzecz: jeżeli panowie z gwizdkami preferują jedną drużynę, tzn. jak my do nich dochodzimy to zawsze był faul. Goście mogli robić co chcą. Takie sędziowanie jest nie do przyjęcia! – mówił po meczu skrzydłowy Pogoni.

Końcowy wynik nie daje wątpliwości kto był lepszym zespołem. W grze Pogoni brakowało spokoju i skuteczności. Brutalnie wykorzystali to goście, którzy wyrastają na zdecydowanych faworytów całej rywalizacji. Pogoń, jeśli chce podjąć walkę, musi przestać oglądać się na sędziów i rywali, tylko zacząć grać swój handball, do którego przyzwyczaili szczecińską publiczność w tym sezonie. Zawodnicy zdają sobie z tego sprawę.

– Trzeba zresetować głowy i walczyć. Na razie jest 0-1, tak więc nikt nie będzie składał broni. Przemyślimy sobie to wszystko w szatni i jutro znowu do boju. – dodał na koniec Wojciech Zydroń.

Kibice wierzą, że dzisiaj na parkiecie zobaczymy zwycięską Pogoń.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama