Bartosz Konitz: Od małego spędzałem czas na hali

Bartosz Konitz to jeden z najbardziej wyróżniających się piłkarzy ręcznych, nie tylko w szczecińskim zespole, ale także w całej PGNiG Superlidze. Przez długi czas prowadził on w klasyfikacji najlepszych strzelców, ale ostatecznie kontuzja spowodowała, że sezon zakończył na 5. miejscu tej klasyfikacji.

Jak zaczęła się Pana przygoda z piłką ręczną?
– Zaczęła się jak jeszcze siedziałem w pampersach (śmiech), bo mój ojciec grał w piłkę ręczną. Jak się urodziłem, to tata grał w Górniku Zabrze, potem w 1988 wyjechaliśmy do Holandii. Od małego spędzałem czas na hali, bo zawsze chciałem z tatą jeździć na treningi. Sam zacząłem grać jak miałem 8 lat. Nawet chwilę grałem w ręczną i piłkę nożną, ale nożna mi się szybko znudziła i tylko trenowałem piłkę ręczną.

Jakie znaczące różnice zauważył Pan po przejściu z ligi zagranicznej do polskiej?
– Na pewno największą różnicą była popularność piłki ręcznej w każdym z miast. Wcześniej jak jeszcze grałem w Polsce to występowałem w Vive Kielce. Tam trafiłem z Holandii, gdzie piłka ręczna jest mało popularna. W Kielcach trafiłem do klubu, w którym wszystko było super zorganizowane i gdzie piłka ręczna naprawdę żyje. Po 4 latach w Kielcach trafiłem do niemieckiej Bundesligi. W Niemczech piłka ręczna jest sportem numer dwa za piłką nożną. Jak graliśmy mecze, to całe miasteczko się z chodziło na halę.

Wspomina Pan Kielce, a jak było w Szczecinie?
– Jak trafiłem do Szczecina, to klub akurat awansował do ekstraklasy. Wcześniej grałem mecze na dużych halach, tutaj graliśmy nasze spotkania ligowe na hali przy ulicy Twardowskiego, która mieści około 700 osób. Po pierwszych meczach było widać po frekwencji, że ta piłka ręczna nie jest aż tak popularna w Szczecinie. Myślę że przez te ostatnie 3 lata w ekstraklasie bardzo się zmieniło. Widać to po frekwencji kibiców na Azoty Arenie.

Jest Pan doświadczonym zawodnikiem, czy młodsi koledzy z drużyny proszą o sportowe rady?
– Na pewno takie momenty na treningach są. Mamy dobre relacje między doświadczonymi zawodnikami i młodzieżą. My starsi zawodnicy próbujemy im jak najwięcej pomóc i oni też wiedzą że zawsze mogą przyjść i się o coś zapytać. Sam kiedyś zaczynałem jako młody zawodnik w seniorskim zespole, gdzie ciężko było wejść w zespół, ale wtedy dużo pomocy dostawałem właśnie od starszych zawodników.

Kto lub co jest wsparciem dla zawodnika, który większość czasu spędza na boisku.
– Rodzina, jestem w Szczecinie z żoną Kirstin, która sama długo grała w piłkę ręczną i wie co to znaczy życie sportowca. Mamy dwójkę dzieci, córeczka Layla ma teraz 4 lata i już zaczyna kibicować tacie i chce być na każdym meczu. Synek Maison w domu już wszystkim rzuca. Dużo wsparcia mam też od rodziców. Tata sam długo grał, jest trenerem i mnie przez długi czas prowadził jako zawodnika, więc zna mnie jak nikt inny. Przy każdym transferze mi doradzał, jak miałem słabsze okresy gry, to tez mogłem i mogę zawsze liczyć na wsparcie z jego strony.

Wspomniał Pan, że tata jest trenerem, a czy Pan zastanawiał się nad taką formą pracy?
– Ciężkie pytanie. Widziałem prace trenera z bardzo bliska, bo jak już grałem w ekstraklasie w Holandii, to przez 5 lat mój ojciec był trenerem i widziałem ile to kosztuje energii i pracy kierować takim zespołem. Czy kiedyś sam będę trenerem? Na razie jeszcze kilka lat grania mam przed sobą. Na pewno będę chciał dalej działać w tym sporcie jak skończę z graniem, ale w jakiej funkcji to jeszcze nie wiem.

Wracając jeszcze do sezonu, w ostatnich pojedynkach w Szczecinie zapewniliście kibicom niesamowitą dawkę emocji.
– Na pewno pomogła nam nowa hala, która daje kibicom komfort oglądania naszych meczów. Jest grupa kibiców, którzy próbują tworzyć atmosferę na hali, ale nie zawsze reszta się do tego włącza. Były mecze gdzie była cisza na hali, jak na tenisie, tak nie powinno być na meczach ekstraklasy, ale były też mecze kiedy publiczność nam naprawdę pomagała. Był to pierwszy rok na Azoty Arenie i myślę że bardzo udany.

Po udanym sezonie czas na odpoczynek. Gdzie spędza wakacje Bartosz Konitz?
– Po każdym sezonie wybieram się na wakacje, bo trzeba odpocząć. Zawsze jedziemy na parę tygodni do domu do Holandii. Rok temu urodził się Maison, wiec byliśmy cały czas w Holandii. Teraz wybieramy się do Turcji na 15 dni.

Będzie to również chwila na swoje hobby.
– Lubię sobie pograć w PlayStation, jak mam tylko trochę czasu na relaks w domu, to włączam konsole.

tekst: Michał Roguski
foto: Mateusz Szklarski


Reklama