Będę budował swój zespół w oparciu o innych zawodników – rozmowa z Markiem Łukomskim, nowym trenerem King Wilków Morskich
Sześć tygodni od ostatniego meczu Wilków kibice czekali na nazwisko nowego trenera. W najbliższym sezonie szkoleniowcem szczecinian będzie Marek Łukomski. Dotychczas pełnił on rolę drugiego trenera w Rosie Radom.
Gratuluję nominacji! Spodziewałeś się, że tak szybko dostaniesz szansę samodzielnego poprowadzenia drużyny w Tauron Basket Lidze?
– Dziękuję! Nie, nie spodziewałem się. W poprzednim sezonie dostałem propozycję bycia asystentem w Wilkach, ale musiałem odmówić, ponieważ miałem jeszcze ważny kontrakt z Rosą. W tym roku temat wrócił, ale wciąż nie byłem zainteresowany rolą asystenta.
W takim razie kiedy napłynęła propozycja byś został pierwszym trenerem?
– Prezes Król przyjechał na nasz mecz półfinałowy w Zielonej Górze (17 maja przyp. red.). To była taka luźna rozmowa. Miałem potwierdzić swoje zainteresowanie – co oczywiście zrobiłem. Wróciliśmy do rozmów po zakończeniu przez Rosę sezonu.
Twoje przyjście dla wielu fanów stanowi duże zaskoczenie, ponieważ w mediach pojawiały się nazwiska bardziej doświadczonych trenerów z Jackiem Winnickim na czele.
– Patrząc na listę nazwisk, które były łączone z Wilkami Morskimi, to dla mnie jest to ogromny zaszczyt, że prezes Król sięgnął po mnie. Wszyscy ci trenerzy mają na swoim koncie mniejsze i większe sukcesy. Gdy pierwsze emocje opadły pomyślałem sobie, że szczęście też jest w życiu ważne.
Na pewno łatwiej będzie Ci prowadzić swój pierwszy zespół w mieście, w którym się urodziłeś i w którym zaczynałeś koszykarską karierę.
– Dokładnie. To był jeden z ważniejszych punktów, dzięki któremu nie miałem problemu z podjęciem decyzji. Jak ludzie się mnie pytają o to, czy sobie poradzę, czy to nie za duże wyzwanie, odpowiadam, że gdzie będę miał lepsze możliwości żeby rozpocząć pracę jako pierwszy trener. Jestem w swoim mieście. Znam tutaj wielu ludzi. Znam byłych i obecnych zawodników z tego miasta i regionu. Dodatkowym pretekstem do podjęcia tego wyzwania, był fakt, że mój świętej pamięci ojciec przed trzydziestoma laty był trenerem Pogoni Szczecin (w sezonie 84/85 przyp. red.). W pewnym sensie historia zatoczyła koło. Mój tata wprowadzał mnie w świat koszykówki, a teraz ja mam okazję poprowadzić najmocniejszy klub w Szczecinie.
Planujesz już jakieś ruchy transferowe?
– Mój telefon w ostatnich dniach jest włączony przez 24 godziny. Dziennie prowadzę dziesiątki rozmów z prezesem i menadżerami zawodników. Czasami mam ochotę wyrzucić ten telefon do najbliższej fontanny. Nie przyzwyczaiłem się jeszcze do prowadzenia tylu rozmów. W tej chwili jest najgorętszy okres. Menadżerowie gdy dowiedzieli się o tym, że zostałem pierwszym trenerem, dzwonią do mnie nieustannie proponując swoich zawodników.
W poprzednim sezonie polityka klubu była taka, że skupiali się wokół zawodników związanych z Szczecinem i z województwem. Czy w nadchodzącym sezonie będzie ona kontynuowana?
– Jak rozmawiałem z prezesem Królem, doszliśmy do jednego wniosku. Ten pomysł po prostu się nie sprawdził. Zawodnicy dostali szansę. Trzeba im podziękować za walkę i trud poniesiony w ubiegłych rozgrywkach. Najczęściej bywa tak, że zespół który awansuje do ekstraklasy wymienia cały skład. Może nie w pierwszym roku, nawet drugim, ale ten proces musi nastąpić. Dlatego ja będę budował swój zespół w oparciu o innych zawodników.
Ze starego składu nikt nie zostanie?
– Dwóch zawodników na pewno zostanie. Mają ważne kontrakty na następny sezon. Są to Paweł Kikowski i Uros Nikolić. Oni na sto procent znajdą się w mojej drużynie.
Stawiasz na graczy krajowych czy z zagranicy?
– Najważniejszym celem transferowym są Polacy, którzy zagwarantują nam awans do czołowej ósemki. Odkąd pamiętam, żadnej szczecińskiej drużynie nie udało się osiągnąć tego.
Kiedy planujesz rozpoczęcie przygotowań do sezonu?
– Na początek września. Nie patrzyłem jeszcze dokładnie w kalendarz. Na pewno przygotowywać będziemy się na miejscu, w Szczecinie. Weźmiemy też udział w kilku, w zależności od terminów, turniejach towarzyskich. Postaramy się również wziąć udział w memoriale Romana Wysockiego, w końcu to był nasz człowiek.
Co sądzisz o idei „wspólna Pogoń”?
– Dla mnie jako Szczecinianina, zawsze ważna była i jest Pogoń. Wychowałem się na hali i stadionie przy ulicy Twardowskiego. Jestem też tu by scalić całe środowisko koszykówki i sportu w Szczecinie. Nie przyjechałem tutaj na pół roku by coś zrobić i dalej gdzieś pojechać. Ja tutaj mogę być do końca życia i być przy klubie na dobre i na złe.
Na ławce trenerskiej towarzyszyć ci będzie Twój dobry znajomy Łukasz Biela.
– Z Łukaszem znam się ponad 20 lat. Na początku graliśmy przeciwko sobie, czy to za kadeta, czy jeszcze wcześniej. Później graliśmy w jednej drużynie SKK Szczecin, przechodziliśmy razem przez poszczególne grupy wiekowe, by zadebiutować razem w drużynie seniorów. Zmienialiśmy kluby nawet razem. Nasze drogi rozeszły się w momencie gdy Łukasz wyjechał do Francji. Zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi, na całe życie. Byłem nawet świadkiem na jego ślubie.
Nie będzie to przeszkodą w waszej współpracy?
– Nasza przyjaźń nie zwalnia nas z naszych obowiązków. Będę wymagał od niego bardzo dużo i wiem, że on jest na to przygotowany. Będziemy pracować na sto procent, by szczecińska koszykówka rosła w siłę.
Dzięki wielkie za rozmowę. Życzymy wielu sukcesów w nowym miejscu pracy!
– Chciałbym w tym miejscu pozdrowić i przywitać wszystkich kibiców. Zapraszam do kibicowania King Wilkom Morskim!
tekst: Oam
foto: Oam


3mamy kciuki. Powodzenia