Remis w pierwszym meczu Pogoni w Szczecinie

Po niespodziewanym zwycięstwie nad Lechem Poznań, na drodze Portowców stanął kolejny przedstawiciel Polski w europejskich pucharach, wrocławski Śląsk. Piłkarskie porzekadło mówi, że zwycięskiego składu się nie zmienia, więc na murawie stadionu przy ulicy Twardowskiego zobaczyliśmy identyczny skład jak przed tygodniem. Jedyną zmianą była nieobecność kontuzjowanego w spotkaniu z mistrzem Polski Akahoshiego. W jego miejsce trener Czesław Michniewicz wprowadził jednego z bohaterów poprzedniego spotkania, Patryka Małeckiego. Śląsk Wrocław, który w ostatni czwartek odpadł z eliminacji Ligi Europejskiej, przystąpił do dzisiejszego spotkania w najmocniejszym składzie.

Mecz rozpoczął się minutą ciszy upamiętniającą niedawno zmarłych Włodzimierza obsta i Romana Jaworskiego. Pierwsze minuty przyniosły zdecydowaną przewagę Portowców. Znów z bardzo dobrej strony pokazał się Patryk Małecki. W szóstej minucie po zamieszaniu w polu karnym w dogodnej sytuacji do zdobycia pierwszego gola znalazł się Adam Frączczak. Niestety po jego strzale piłka odbiła się od poprzeczki. Dalsze poczynania granatowo-bordowych mogły podobać się kibicom. Szczecinianie grali spokojnie i pewnie w obronie, nie odpuszczali żadnej piłki, a ich zaangażowanie mogło budzić podziw. Dopiero w 18. minucie piłkarze Śląska oddali pierwszy groźny strzał na bramkę Pogoni. Flavio Paixao sprawdził czujność Dawida Kudły uderzając z 20 metra. Sześć minut później w sytuacji sam na sam znalazł się Karol Danielak, jego strzał intuicyjnie wybronił Pawełek, wybijając piłkę w aut. Rzut rożny, będący następstwem jego interwencji, również przyniósł szansę na objęcie prowadzenia przez Pogoń. Na dziesięć minut przed końcem pierwszej części spotkania ładnym strzałem sprzed linii pola karnego popisał się Mateusz Lewandowski. Chwilę później na bramkę Śląska uderzał Frączczak, jednak i tym razem piłka nie znalazła się w siatce. Po upływie 45 minut na tablicy świetlnej widniał wynik 0-0.

Na drugą połowę na boisko wszedł Takuya Murayama zmieniając Mateusza Lewandowskiego. Podobnie do pierwszej połowy, to Pogoń prowadziła grę. W bardzo dogodnej sytuacji znalazł się w 52. minucie Łukasz Zwoliński, który w sytuacji sam na sam uderzył w słupek. Strzał naszego napastnika próbował dobić Murayama, lecz jego strzał odbił się od obrońców WKS-u. Sprawy w swoje ręce próbował przejąć kapitan Portowców, niestety i jego uderzenie minęło światło bramki. W końcu w 57 minucie Łukasz Zwoliński pokonał Pawełka i Pogoń objęła prowadzenie. Granatowo-bordowi nie zaprzestali ataków na bramkę Śląska. Trener Michniewicz w 63. minucie przeprowadził drugą zmianę. Za Małeckiego pojawił się debiutujący w Szczecinie Miłosz Przybecki. Z rzutu wolnego w 69. minucie podwyższyć próbował Ricardo Nunes. Niestety dwie minuty później Pogoń nadziała się na kontrę Śląska, która zakończyła się pierwszym w tym sezonie golem dla Śląska. Autorem trafienia był Robert Pich. Po tej bramce gra obu drużyn wyraźnie stanęła. W poczynaniach obu zespołów wkradło się wiele niedokładności. O ile drużyna Śląska mogła usprawiedliwiać się występem w Lidze Europy, o tyle Pogoń powinna mieć więcej sił do walki do samego końca.

Mimo wielu dogodnych sytuacji Pogoń musiała zadowolić się podziałem punktów. Podopieczni Trenera Michniewicza nie wykorzystali możliwości do zdobycia kolejnych trzech punktów. Do siedemdziesiątej minuty spotkanie mogło się podobać. Później wyraźnie zabrakło sił. Portowcy na następny mecz udają się do Gdańska. Lechia do tej pory nie zdobyła punktów, mimo to będą oni bardzo wymagającym rywalem i nie można pozwolić sobie na dekoncentracje, czy na odpuszczanie końcówki spotkania.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama