Kolejny remis Portowców. Pogoń – Górnik 0:0

Wciąż czekamy na trzy punkty w Szczecinie. Podopiecznym Czesława Michniewicza zabrakło dziś skuteczności w wykańczaniu wielu dogodnych sytuacji. W pamięci kibiców zapadnie 31. minuta, w której sędzia nie uznał gola Murayamy.

Przed meczem głowy kibiców zaprzątały dwie myśli: czy Łukasz Zwoliński mając w głowie transfer do Turcji będzie dawał z siebie sto procent i czy podtrzyma świetną passę strzelecką. Trzeba jeszcze pamiętać, że Zwlolak w sezonie 2013/2014 grał w drużynie z Lubelszczyzny. Dodatkowo wszystkich zmartwiła wiadomość, że ze składu przed meczem z Górnikiem wypadł z powodu kontuzji Patryk Małecki. Oprócz tych niezbyt optymistycznych wieści, na chwilę przed pierwszym gwizdkiem Adam Frączczak otrzymał od klubu wyróżnienie z okazji stu rozegranych spotkań w granatowo-bordowych barwach. Do tej pory zdobył w Pogoni 26 bramek.

Dość senne pierwsze minuty przyniosły optyczną przewagę Portowców. Szczególnie widoczne było zaangażowanie Zwolińskiego, który nie odpuszczał żadnej piłki i w 10. minucie groźnym strzałem próbował pokonać bramkarza gości. Z każdą minuta przewaga Pogoni rosła. W 13. minucie na obrzeżu pola karnego faulowany był Murayama, w konsekwencji sędzia podyktował rzut wolny. Ricardo Nunes ładnie dośrodkował, najwyżej do piłki wyskoczył wracający po kontuzji Akahoshi. Niestety uderzył w słupek i na tablicy wyników wciąż widniał wynik 0:0. Swoje okazje do zdobycia pierwszej bramki mieli Przybecki i Aka. Górnik ograniczał się do rozpaczliwych wybić i dezorganizacji ataków Pogoni. Najgroźniejszą sytuację stworzyli sobie w 21. minucie, po ładnej kontrze, którą zakończył strzałem Bartosz Śpiączka. Na posterunku czuwał jednak Kudła. W 31. minucie wydawało się, że Portowcy dopięli swego, jednak w sytuacji, w której Murayama strzelił bramkę sędzia dopatrzył się zagrania ręką i ukarał Japończyka żółtą kartką. Samuraj zagrał piłkę niczym Maradona w pamiętnym finale Mistrzostw Świata w 1986 r. Choć większość kibiców zgromadzonych na stadionie przy ulicy Twardowskiego nie zgadzała się z decyzją Mariusza Złotka, to w tym momencie podjął on jedyną słuszną decyzję. Końcowy kwadrans nie zmienił obrazu gry. Podopieczni Czesława Michniewicza kontrolowali grę i pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.

Na druga połowę Pogoń wyszła w niezmienionym składzie. Podobnie wyglądał obraz gry. Pogoń wciąż atakowała, a Górnik próbował swego szczęścia w szybkich kontratakach. W 56. minucie nastąpiła podwójna zmiana w drużynie Portowców. Murayamę i Przybeckiego zmienili Karol Danielak i Mateusz Lewandowski. Ten ostatni mógł okazać się prawdziwym jokerem. Dwie minuty po pojawieniu się Lewego na boisku, ładnie dośrodkował w pole karne, ale Zwoliński znów uderzył minimalnie niecelnie. Naprawdę groźnie pod bramką Prusaka było w 65. minucie, gdzie po kolejnych dośrodkowaniach Nunesa z prawej strony boiska, strzałem głową po kolei próbowali zdobyć wyczekiwanego gola Frączczak i Lewandowski. Na trzynaście minut przed końcem spotkania znów bliski zdobycia bramki był Zwoliński. W ostatnich 4 minutach meczu na boisku zobaczyliśmy debiutującego na poziomie ekstraklasy Jakuba Okuszko.

Pogoń zremisowała trzeci mecz z rzędu, pierwszy bezbramkowo. Na zwycięstwo w Szczecinie czekamy od 25 kwietnia. Dziś na plus na pewno trzeba podkreślić grę Łukasza Zwolińskiego oraz to, że był to pierwszy mecz od ponad 3 miesięcy „na zero z tyłu”. Niestety Pogoń kolejny raz nie potrafi przypieczętować swojej przewagi zdobyciem bramki i kompletu punktów. Dzisiejszy przeciwnik nie pokazał żadnej udanej akcji. Spotkanie było bezwzględnie do wygrania i takie potknięcia w późniejszym okresie sezonu mogą Portowców dużo kosztować. Przed granatowo-bordowymi teraz dalekie wyjazdy na mecz pucharu Polski do Białegostoku i na mecz ligowy do Bielsko-Białej. Oby tym razem dopisało im szczęście i wrócili do Szczecina w roli zwycięzców.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama