Słonie postawiły się Pogoni

Szósty remis w tym sezonie zanotowała Pogoń Szczecin w konfrontacji z tegorocznym beniaminkiem, Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Z perspektywy całego spotkania taki wynik należy uważać za szczęśliwy, bowiem to gospodarze byli w tym spotkaniu stroną przeważającą.

Trzy zmiany w porównaniu do zwycięskiego spotkania z Piastem wprowadził Czesław Michniewicz w składzie przed meczem z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Od pierwszej minuty na boisku obserwowaliśmy Adama Frączczaka, Mateusza Lewandowskiego i po raz pierwszy w wyjściowej jedenastce znalazł się Wladimer Dwaliszwili. Te zmiany dawały nadzieję, że Pogoń będzie grała bardziej ofensywnie. Gruzin, jak drugi napastnik, ustawiony był przed Łukaszem Zwolińskim i miał za zadanie robić przestrzeń przed polem karnym i dogrywać piłki do naszego najlepszego strzelca.

Pierwsza połowa zaczęła się dość spokojnie. Gra toczyła się w środkowej strefie boiska. Pierwszą okazję do zdobycia gola mieli gospodarze. Po dośrodkowaniu z prawej strony w dobrej sytuacji znalazł się Kędziora. Na miejscu był jednak Lewandowski, który skutecznie odciął napastnika Słoni od piłki. W dwunastej minucie znów Termalica mogła objąć prowadzenie. Tym razem formę Dawida Kudły sprawdzał z rzutu wolnego Jarecki. Jego uderzenie nie było zbyt mocne i golkiper Portowców nie miał najmniejszych problemów z złapaniem tego strzału. Pogoń szukała swoich okazji głównie po kontratakach i stałych fragmentach. Niestety w każdym z tych elementów brakowało precyzji. Termalica zdecydowanie lepiej weszła w mecz. Umiejętnie się broniła i wykazywała więcej zaangażowania w akcjach ofensywnych. Pogoń w wielu momentach nie mogła utrzymać się dłużej przy piłce, wymienić więcej niż trzy podania. Na pierwszy celny strzał Pogoni czekaliśmy do czterdziestej minuty. Karol Danielak zdecydował się na strzał z dystansu, nie mogło to jednak zaskoczyć bramkarza gospodarzy. Pierwsza połowa nie przyniosła bramek. Z tego faktu bardziej zadowoleni mogli być podopieczni Czesława Michniewicza, ponieważ to gospodarze mieli więcej okazji do objęcia prowadzenia.

Na drugą połowę Szczecinianie przystąpili z jedną zmianą. Średnio spisującego się w pierwszej odsłonie Patryka Małeckiego zmienił Takafumi Akahoshi. Japończyk w ostatnim tygodniu uskarżał się na drobne dolegliwości zdrowotne i do końca nie było wiadomo czy będzie w stanie wystąpić w Mielcu. Ta zmiana początkowo nie wniosła nowej jakości w grze Portowców. Wciąż stroną dominującą była Termalica. W ciągu pierwszych piętnastu minut drugiej części meczu strzały na bramkę Pogoni oddawali: Kędziora, Jarecki, Foszmańczyk. Dopiero w 60. minucie doczekaliśmy się udanej akcji Granatowo-bordowych. Po składnej, drużynowej akcji z ostrego kąta uderzał Aka, mimo wszystko piłka nie znalazła dojścia do siatki rywali. Pięć minut później w końcu padła upragniona przez wszystkich bramka. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej do piłki wyskoczył Adam Frączczak i pewnym strzałem głową pokonał bramkarza gospodarzy. Było to drugie trafienie obrońcy Pogoni w tym sezonie. Portowcy chcieli pójść za ciosem. W świetnej sytuacji znalazł się Mateusz Matras, który po podaniu Aki z dziesięciu metrów uderzył minimalnie obok słupka. Z każdą minutą rosła przewaga Portowców, widać gospodarzom zabrakło sił, by dalej prowadzić tak udaną grę defensywną. W 73. minucie znów groźnie uderzał Danielak. Gdy wydawało się, ze Pogoń do końca będzie kontrolować grę, w 82. minucie Termalica zdobyła wyrównującą bramkę. Po zamieszaniu w polu karnym najwięcej zimnej krwi zachował Martin Juhar, który nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Kudły. W niezwykle emocjonującej końcówce nie zobaczyliśmy już więcej bramek, dlatego obie drużyny musiały zadowolić się podziałem punktów.

Dla Pogoni był to dziewiąty mecz z rzędu bez porażki w lidze. Są jedyną niepokonaną drużyną w Ekstraklasie. Gra Pogoni nie mogła jednak zachwycać. W pierwszej połowie, jak i w wielu fragmentach drugiej odsłony całkowicie oddała inicjatywę walecznemu beniaminkowi. Tylko momentami Pogoń pokazywała, że jest bardziej doświadczoną drużyna. Okazało się to za mało do wywalczenia kompletu punktów.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama