Koncertowa pierwsza połowa to za mało. Pogoń przegrywa z Wisłą Płock 35:25
Przed meczem z Wisłą ze składu Pogoni Szczecin wypadł Michal Bruna. Wiadomość ta nie napawała optymizmem, wiedząc jak wiele daje jego osoba całej drużynie. Poza Czechem wszyscy podopieczni Rafała Białego udali się w podróż by stoczyć walkę z bardzo silnym przeciwnikiem, którym bez wątpienia jest płocka Wisła.
Mecz rozpoczęli gospodarze. W pierwszej, długo granej akcji Adama Morawskiego pokonał Ivan Nikcević. Pogoń w początkowych fragmentach gry nieskutecznie atakowała bramkę Corralesa. Dopiero w czwartej minucie pokonał płockiego bramkarza Kiryl Kniazeu, skutecznie wykorzystując rzut karny. Początkowa nieskuteczność Szczecinian nie miała większego wpływu na wynik spotkania. Portowcom przez pierwsze dwanaście minut udało się prowadzić grę bramka za bramkę. Dobrą interwencją popisał się w piętnastej minucie Morawski, broniąc rzut karny. Dało to możliwość do objęcia dwubramkowego prowadzenia dla Pogoni, co skrzętnie chwilę później wykorzystał Łukasz Gierak. Dwie minuty później Portowcy podwyższyli wynik na 9:6, po drugim skutecznym rzucie karnym wykonanym przez Kniazeua. Niekwestionowanym bohaterem pierwszych dwudziestu minut był Morawski, który popisał się pięciu udanymi interwencjami. Umożliwiły one Pogoni wyjście na prowadzenie i dawały zawodnikom z pola pewność w defensywie. Choć w końcówce pierwszej połowy szczecinianie roztrwonili trzybramkowe prowadzenie, to na przerwę schodzili z jedną bramką przewagi (13:12).
Drugą połowę Pogoń rozpoczęła w osłabieniu. Dwie minuty kary, jeszcze przed przerwą, otrzymał Patryk Walczak. Płocczanie wyraźnie wzięli się do odrabiania strat i po trzech minutach wyszli na prowadzenie. Jednak Portowcy nie pozwolili im na objęcie wysokiego prowadzenia. Dopiero po dziesięciu minutach Nafciarze osiągnęli trzybramkowe prowadzenie. W czterdziestej minucie spotkania doczekaliśmy się pierwszej bramki ze skrzydła Pogoni, autorem trafienia był Wojciech Jedziniak. Chwilę później swoją pierwszą bramkę w tym spotkaniu zdobył Dawid Krysiak. Z każdą mijającą minutą rosła jednak przewaga gospodarzy. Na kwadrans przed końcem spotkania wynosiła ona już pięć bramek. W grze Portowców zaczęło wychodzić zmęczenie, co ogniskowało się na braku skuteczności w ataku i pozostawianiu zdecydowanie za dużo miejsca w defensywie. Ostatnie dziesięć minut spotkania to była czysta formalność. Wisła prowadziła już siedmioma bramkami, a Pogoni wyraźnie brakowało sił. Dodatkowo świetnie spisującego się w pierwszej połowie Morawskiego zmienił na bramce Edin Tatar, który mimo kilku udanych interwencji nie był w stanie wybronić wszystkiego. Spotkanie zakończyło się wynikiem 35:25 dla gospodarzy.
Podopieczni Rafała Białego mimo zmęczenia daleką podróżą pokazali charakter i nie położyli się przed Wisłą. Pierwsza połowa w ich wykonaniu była naprawdę znakomita. Mądra gra w obronie i umiejętne prowadzenie akcji ofensywnej mogła dać nadzieję, że uda się przywieźć z Mazowsza dobry wynik. Niestety druga połowa rozwiała wszelkie wątpliwości, która drużyna jest silniejsza. Taki wynik był do przewidzenia. W następnym spotkaniu z Stalą Mielec trzeba będzie zagrać tak, jak w pierwszych trzydziestu minutach. Pogoń stać na podjęcie walki z każdym, a będąca w kryzysie Stal w chwili obecnej jest jak najbardziej w jej zasięgu.
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

