Remis jak porażka. Pogoń Szczecin – Górnik Zabrze 1:1

Pogoń Szczecin przez większość spotkania niemiłosiernie męczyła się z autsajderem polskiej Ekstraklasy, zabrzańskim Górnikiem. Mecz zakończył się remisem po jeden. Swoją drugą bramkę w sezonie zdobył Mateusz Matras.

Po dotkliwej, pierwszej porażce w sezonie z Cracovią, przyszedł czas na spotkanie piętnastej kolejki, w której Pogoń Szczecin podejmowała Górnika Zabrze. Przed tą kolejką Zabrzanie zajmowali ostatnie miejsce w ligowej tabeli z dorobkiem zaledwie ośmiu punktów. Przed spotkaniem z Górnikiem trener Czesław Michniewicz informował o kilku problemach zdrowotnych swoich zawodników. Pod znakiem zapytania stała dyspozycja Rafała Murawskiego, Takafumiego Akahoshiego i Łukasza Zwolińskiego. Na szczęście cała trójka zdołała dojść do siebie i w piątkowym meczu mogli wystąpić w granatowo-bordowych barwach od pierwszej minuty. Jedyną zmianą w wyjściowej jedenastce w porównaniu do poprzedniego meczu w Krakowie jest absencja Jarosława Fojuta, który w meczu z Pasami został ukarany czwartą żółtą kartką w sezonie.

Portowcy rozpoczęli mecz z większym animuszem. W czwartej minucie przeprowadzili pierwszy groźniejszy atak. Jednak z dośrodkowania z prawej strony boiska zabrakło strzału. Jednak to Górnicy w ósmej minucie umieścili piłkę w siatce. Na szczęście zadziało się to po gwizdku sędziego, który odgwizdał faul Korzyma na interweniującym bramkarzu Pogoni, Dawidzie Kudle. Swoją szybkość pokazał w 14 minucie spotkania Patryk Małecki. Przedarł się lewą stroną boiska i próbował z linii szesnastu metrów pokonać Grzegorza Kasprzika. Uderzył jednak za mocno i piłka poszybowała minimalnie ponad bramką Zabrzan. Chwilę później znów zrobiło się gorąco pod bramką Górnika. W idealnej sytuacji znalazł się Łukasz Zwoliński, jednak i po jego strzale piłka minęła bramkę. Nawet gdyby piłka wpadła do siatki, to bramka by nie została uznana, ponieważ sędzia chwilę wcześniej odgwizdał pozycję spaloną szczecińskiego napastnika. Zabrzanie nie pozostawali dłużni, ale dwukrotnie w ciągu trzech minut na posterunku był Kudła, który skutecznie interweniował wpierw przy strzale Korzyma, a chwilę później Dancha. W pierwszej połowie gra była dość wyrównana z lekkim wskazaniem na gości. Pogoń źle weszła w mecz i nie potrafiła celnie zakończyć akcji ofensywnych. Zabrzanie zaś umiejętnie się bronili i wyprowadzali szybkie kontrataki, które gdyby nie postawa Kudły mogły przynieść bramkę.

Po zmianie stron wydawać się mogło, że na murawę wyszła tylko drużyna Górnika, ale szybko nadziała się na kontrę Portowców. W sytuacji sam na sam znalazł się Zwoliński, ale w decydującym momencie nie zdecydował się na strzał. Po początkowym ożywieniu gry z obu stron nastąpiło drastyczne zwolnienie szybkości akcji. Gra toczyła się głównie w środku boiska i żadna ze stron nie potrafiła poważniej zagrozić bramce rywali. Po piętnastu minutach drugiej połowy trener Czesław Michniewicz postanowił wykonać pierwszą zmianę w swoim zespole. Aktywnego Patryka Małeckiego zmienił Vladimer Dvalishvili. W tym momencie na boisku w szeregach Pogoni znajdowało się trzech nominalnych napastników (obok Gruzina grali Zwoliński i Listkowski). Trzeba przyznać, że pojawienie się na bisku Lado wprowadziło przez chwilę trochę ruchu w akcjach ofensywnych Granatowo-bordowych. Gdy wydawało się, że w tym spotkaniu nic ciekawego się już nie wydarzy gola dla Pogoni zdobył Mateusz Matras. Wykorzystał swoje warunki fizyczne i po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzelił głową swoją drugą bramkę w sezonie. Zdobyta bramka podziałała mobilizująco na szczecińskich piłkarzy. Nabrali wiatru w żagle i coraz odważniej atakowali bramkę Zabrzan. Z tych ataków nie udało się im jednak podwyższyć rezultatu. W samej końcówce regulaminowego czasu gry Zabrzanie zdołali się pozbierać i zdobyć wyrównujące trafienie. W 87. minucie piłka po dośrodkowaniu z lewej strony minęła wszystkich obrońców Pogoni i Aleksander Kwiek nie miał najmniejszych trudności z umieszczeniem piłki w siatce. W doliczonym czasie gry podwyższyć próbował Górnik, ale mecz zakończył się wynikiem 1:1.

Przy takiej grze Portowców każdy wynik oprócz porażki trzeba traktować jako duży sukces. Całe szczęście, że niedługo czeka ich przerwa w rozgrywkach spowodowana meczami reprezentacji. Może w tym czasie uda im się powrócić do formy jaką prezentowali w pierwszej części sezonu. Póki co może niepokoić fakt, że z najsłabszą drużyną w lidze, na własnym boisku wicelider rozgrywek osiąga jedynie jednobramkowy remis. W kontekście całego sezonu punkty tracone w taki sposób z najsłabszymi zespołami Ekstraklasy mogą być bardzo kosztowne.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama