Siódmy remis Portowców. Pogoń – Zagłębie 0:0
Pogoń Szczecin zremisowała w spotkaniu dwunastej kolejki Ekstraklasy z Zagłębiem Lubin. W grze podopiecznych Czesława Michniewicza brakowało koncentracji i pomysłu na wykończenie akcji ofensywnych.
Bez kontuzjowanego Rafała Murawskiego musiała radzić sobie szczecińska Pogoń w spotkaniu kończącym dwunastą kolejkę Ekstraklasy z Zagłębiem Lubin. W pierwszej jedenastce natomiast trener Michniewicz wystawił dwóch napastników: Łukasza Zwolińskiego i Marina Listkowskiego. Dodatkowo w podstawowym składzie Portowców znalazł się Miłosz Przybecki, który w poprzednim sezonie reprezentował barwy Miedziowych.
Spotkanie rozpoczęło się od zdecydowanych ataków gospodarzy. Jednak podopieczni Piotra Stokowca nie przebierali w środkach, wobec czego w pierwszych minutach spotkania byliśmy świadkami brzydkiej, a momentami wręcz brutalnej gry. Również Granatowo-Bordowi często uciekali się do fauli. W doskonałej sytuacji znalazł się w 19. minucie Adam Frączczak, który próbował zdobyć bramkę po świetnym dośrodkowaniu z prawej strony boiska Sebastiana Rudola. Piłkę po jego uderzeniu odbił bramkarz Zagłębia, Konrad Forenc. Z każdą upływającą minutą mecz był coraz bardziej wyrównany. Pogoń koncentrowała się głównie na szybkich kontratakach i grze skrzydłami. Nie przynosiło to jednak efektu w postaci bramki. Ostatnie dziesięć minut pierwszej odsłony spotkania to wyraźna przewaga lubinian. Coraz śmielej poczynał sobie w akcjach ofensywnych Łukasz Janoszka. Ostatnie słowo należało w pierwszej połowie do Pogoni. Po rzucie rożnym wykonywanym z okolicy prawego narożnika powstało zamieszanie w polu karnym Zagłębia. Najbliżej trafienia do bramki rywali był Miłosz Przybecki, ale piłka po jego uderzeniu minęła prawy słupek Lubinian.
Na drugą połowę oba zespoły wyszły w niezmienionych składach. Bardziej zdeterminowane do objęcia prowadzenia po zmianie stron było Zagłębie, które w przeciągu pięciu minut stworzył osobie trzy okazje bramkowe. W 51. minucie na boisku pojawił się Vladimer Dvalichvili, zmieniając Marcina Listkowskiego. Gruzin wprowadził w akcje ofensywne Portowców pewne ożywienie, jednak wciąż stroną dominującą w pierwszych piętnastu minutach drugiej części spotkania byli Miedziowi. Dobrą zmianę dał chwilę później Patryk Małecki, który pojawił się na boisku w miejsce Miłosza Przybeckiego. „Mały” od początku walczył o każdą piłkę i wszędzie go było pełno. Niestety przez większą część drugiej połowy gra prowadzona była w środkowej części boiska. Z obu stron brakowało klarownych sytuacji, po których mogłaby paść bramka. Na dziewięć minut przed końcowym gwizdkiem technicznym strzałem z narożnika pola karnego popisał się Małecki, jednak i on nie był w stanie zdobyć bramki. W 90. minucie byliśmy świadkami najlepszej sytuacji, z której mogła paść bramka. Zagłębie przeprowadziło szybką kontrę, którą zakończył strzałem Arkadiusz Woźniak. Na posterunku był jednak Dawid Kudła. Chwilę później, już w doliczonym czasie gry główkował w polu karnym Fojut. Niestety nie zdołał trafić do bramki i mecz zakończył się bezbramkowym remisem.
Pogoń nie przegrała dwunastego meczu z rzędu w rozgrywkach Ekstraklasy. Jednak styl w jakim przedłużyła swoją serię jest daleki od ideału. Widoczny był brak kapitana Portowców, Rafała Murawskiego na boisku. „Muraś” wprowadza spokój w środkowej strefie boiska, co w spotkaniu z Zagłębiem bardzo by się przydało. Jego miejsce próbował zająć Akahoshi. Japończyk lepiej się jednak czuje w kreowaniu akcji ofensywnych niż w dyrygowaniu poczynaniami całego zespołu. Z drugiej strony w atakach Portowców coś też przestało funkcjonować. Łukasz Zwoliński bardzo często nie dostrzegał kolegów z drużyny. Przed piłkarzami Pogoni teraz daleki wyjazd do Krakowa na mecz z Cracovią. Trzeba będzie zagrać tam zdecydowanie lepiej, by podtrzymać piękną serię bez porażki.
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

