Koniec tegorocznej przygody w europejskich pucharach. Rumunki za silne dla Pogoni Baltica

Po dwóch spotkaniach rozegranych w szczecińskiej Azoty Arenie do dalszego etapu rozgrywek o Puchar EHF awansowały zawodniczki rumuńskiej drużyny ASC Corona 2010 Brasov. O wyniku rywalizacji zadecydował drugi mecz, w którym wyraźnie lepsze były zawodniczki trenera Bogdana Burcea.

Pierwszy mecz rozpoczął się od dwóch udanych interwencji, będącej ostatnio w znakomitej formie Adrianny Płaczek. Najpierw obroniła rzut karny, by chwilę potem skutecznie zainterweniować przy próbie dobitki. Do trzynastej minuty spotkanie było prowadzone w dość spokojnym tempie, w którym każda z drużyn rzuciła po pięć bramek. W tym momencie Granatowo-bordowe wrzuciły wyższy bieg i wyszły na czterobramkowe prowadzenie (9:5). Niestety przy tym wyniku coś zaczęło się zacinać w akcjach ofensywnych i pierwsza połowa zakończyła się remisem po trzynaście. W drugiej połowie żadna z drużyn nie była w stanie wyjść na prowadzenie. Przez drugie trzydzieści minut gra była toczona bramka za bramkę. Gdy wydawało się, że spotkanie rozstrzygnie się na korzyść Rumunek, najpierw Płaczek wybroniła ich akcję, a następnie uruchomiła Joannę Gadzinę. Skrzydłowa Pogoni w ostatnich sekundach zdołała umieścić piłkę w siatce i uratowała remis dla Pogoni. W tym meczu znów swój kunszt pokazała Płaczek, często swoimi interwencjami trzymając wynik dla Szczecinianek. Oprócz niej dobrą skutecznością w ataku popisały się Gadzina i Kamila Szczecina, obie zawodniczki zdobyły po pięć bramek.

Wobec remisu, niedzielny pojedynek rysował się niezwykle ciekawie. Spotkanie rozpoczęło się znów od parady Adrianny Płaczek i chwilę później z szybkiej kontry udało się trafić bramkę Joannie Gadzinie. Niestety dość szybko na trzybramkowe prowadzenie wyszły zawodniczki Corony. Duży wpływ na taki obrót spraw miała nieskuteczność Szczecinianek w ataku. Trener Adrian Struzik widząc błędy swoich zawodniczek zaczął rotować składem. Dobrą zmianę na kole dała Patrycja Noga, a na rozegraniu Paulina Masna. Obie zmienniczki rzuciły po dwie bramki i na pięć minut przed końcem pierwszej połowy udało się Pogoni złapać kontakt z Rumunkami. Dodatkowo Masna w pierwszej połowie dostała zadanie indywidualnego krycia Floriany Zemfir, przez co zawodniczkom Corony trudniej organizowało się akcje ofensywne. Na przerwę Szczecinianki schodziły jednak z dwubramkową stratą do rywalek (12:14).

Druga połowa rozpoczęła się od błędów z obu stron. Lepiej je wykorzystywały przyjezdne, które spokojnie budowały swoją przewagę. Na piętnaście minut przed końcem spotkania prowadziły już czterema bramkami, co przy dyspozycji zawodniczek Pogoni Baltica było przewagą nie do zaprzepaszczenia. Z każdą upływającą minutą wynik coraz bardziej uciekał szczeciniankom. W ich grze nie było widać pomysłu na organizację ataków. Rumunki umiejętnie się broniły, a i Granatowo-bordowe popełniały bardzo dużą ilość niewymuszonych błędów. Spotkanie zakończyło się wynikiem 20:24.

Po sobotnim spotkaniu, które zaostrzyło apetyt szczecińskim kibicom na końcowy sukces z Coroną Brasov w niedzielę przyszedł zimny prysznic i europejski sen piłkarek Pogoni Szczecin dobiegł końca. Po ubiegłorocznych sukcesach czuć pewien niedosyt. W tym roku pozostają podopiecznym Adriana Struzika dwa ligowe spotkania. Później będziemy ekscytować się grą reprezentacji Polski na grudniowych Mistrzostwach Świata w Danii.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama