Udany rewanż Miedziowych. Pogoń Szczecin przegrywa z Zagłębiem Lubin 25:27.

Nie udało się podtrzymać serii zwycięstw w hali przy ulicy Twardowskiego i szczypiorniści Pogoni Musieli uznać wyższość gości z Lubina. Duży wpływ na to miała postawa w ofensywie zawodników Pogoni, którzy w decydujących momentach popełniali proste błędy.

Mając w pamięci spotkanie z pierwszej kolejki, w której „po powrocie z dalekiej podróży” szczypiorniści Pogoni Szczecin pokonali jednym punktem Zagłębie Lubin, kibice spodziewali się bardzo zaciętego spotkania i na pewno się nie zawiedli.

Wracający do składu po wykluczeniu Łukasz Gierak otworzył wynik meczu. Od początku świetnie w bramce spisywał się Edin Tatar i to głównie dzięki niemu Lubinianie musieli czekać siedem minut na swoją pierwszą bramkę. Dodać trzeba, że było to trafienie z rzutu karnego, a pierwszą bramkę z akcji dla gości zobaczyliśmy dopiero w jedenastej minucie spotkania (3:2). Chwilę później goście zdołali doprowadzić do remisu i wokół niego przebiegała większa część rywalizacji w pierwszej odsłonie spotkania. Duża w tym wina zawodników Pogoni, którzy w pierwszej połowie nie wykorzystali dwóch rzutów karnych, mylili się w rozegraniu oraz nie wykorzystywali możliwości do szybkich kontrataków. Natomiast goście, po niemrawym początku rozkręcali się z minuty na minutę. Na pięć minut przed końcem prowadzili już pięcioma bramkami. Portowcom przed przerwą udało się odrobić część strat, ale i tak na przerwę w lepszych humorach schodzili goście (11:13).

Choć z początku drugiej połowy utrzymywała się przewaga gości, to świetne interwencje Adama Morawskiego dawały nadzieję, że podopieczni Rafała Białego podejmą walkę o zwycięstwo w tym spotkaniu. Popularny Loczek nie mógł jednak wszystkiego wybronić, a jego koledzy z pola nie mogli znaleźć sposobu na zdobycie bramki. Goście bronili bardzo wysoko i żadna piłka nie mogła dojść do naszych obrotowych. Dlatego byli zmuszeni do rzutów z dystansu i ze skrzydeł co nieczęsto kończyło się dobrze. Na trzynaście minut przed kocem spotkania Miedziowi prowadzili trzema bramkami i niewiele wskazywało na to, że Pogoń będzie jeszcze w stanie podjąć walkę o dwa punkty. Gdy chce się myśleć o wygraniu spotkania, trzeba przede wszystkim trzeba rzucać bramki, a to się Portowcom nie udawało zbyt często. Pod koniec spotkania gra obu zespołów bardzo się zaostrzyła, a sędzia co rusz posyłał któregoś z zawodników na dwuminutowy odpoczynek. Pogoń doszła Miedziowych na dwie bramki na trzy minuty przed końcem (22:24). Chwilę później czerwoną kartkę otrzymał Nikola Dżono i wydawało się, że remis jest w zasięgu Portowców. Niestety Zagłębie wywalczyło rzut karny i to oni cieszyli się z dwóch punktów (25:27).

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama