Na pierwsze trzy punkty w grupie mistrzowskiej musimy jeszcze poczekać. Lechia – Pogoń 2:0
Pogoń Szczecin przegrała pierwsze wyjazdowe spotkanie w grupie mistrzowskiej. W żadnym elemencie gry nie byli w stanie zagrozić gdańskiej Lechii. Tym samym po dwóch kolejkach spadła z trzeciego na piąte miejsce w ligowej tabeli.
Wtorkowe spotkanie nie mogło się gorzej rozpocząć dla piłkarzy Pogoni Szczecin. W dziewiątej minucie, wykorzystując błędy w defensywie pierwszego gola dla Lechii zdobył Milos Krasić. Najpierw Paixao chciał uderzyć przewrotką z pogranicza pola karnego, ale wyszła z tego kapitalna asysta i Serb znalazł się w sytuacji sam na sam z Dawidem Kudłą, nie pozostawiając mu żadnych szans na skuteczną interwencję. Stracona bramka podziałała na szczecinian mobilizująco i od tego czasu starali się przejąć inicjatywę. Dobrze w ataku wyglądał Dvalishvili, który był bardzo aktywny i szukał okazji do wyrównania. Zapału starczyło jednak tylko na piętnaście minut. Później znów do głosu doszli gospodarze, którzy raz po raz stwarzali sobie okazje do podwyższenia prowadzenia. W końcówce pierwszej części spotkania podopiecznym trenera Czesława Michniewicza zaczęły puszczać nerwy i coraz częściej uciekali się do przerywania akcji Lechii faulem. Konsekwencją tego był rzuty wolne, z których nic groźniejszego nie wynikło. W doliczonym czasie gry refleksem popisał się Kudła, który obronił groźny strzał z dystansu Kovacevicia. Chwilę później sędzia zaprosił obie jedenastki na przerwę.
Wzmacniając siłę ofensywną swojej drużyny, trener Michniewicz zdecydował się na wprowadzenie na drugą połowę do gry Łukasza Zwolińskiego. Napastnik zmienił Jarosława Fojuta, wobec czego na środek obrony przeszedł Sebastian Rudol. Te roszady w składzie nie wpłynęły znacząco na przebieg gry. Wciąż stroną przeważającą była Lechia i to ona prowadziła grę. W zespole Pogoni nie było widać nikogo, kto poprowadziłby ofensywną akcję. Większość piłek była wyprowadzana przez obrońców, którzy długim podaniem szukali napastnika. Przy dobrze ustawionym przeciwniku, takie rozwiązanie nie miało racji bytu. Doskonale wykorzystała to drużyna z Trójmiasta. W 66. minucie było już 2:0 dla gospodarzy. Po rzucie rożnym najwyżej do piłki wyskoczył Wojtkowiak i strzałem głową pokonał szczecińskiego golkipera. Szukając rozwiązania tej sytuacji trener Granatowo-bordowych wprowadził na boisko kolejnego ofensywnego zawodnika. W miejsce Jakuba Piotrowskiego pojawił się Marcin Listkowski. Choć w ostatnich dziesięciu minutach Pogoń miała szanse na strzelenie honorowego trafienia, ale dobrze spisywał się bramkarz Lechii.
W dwóch spotkaniach z teoretycznie najsłabszymi przeciwnikami w grupie mistrzowskiej piłkarzom Pogoni Szczecin udało się zdobyć ledwie punkt. Jeśli nie chce się walczyć o najwyższe miejsce w lidze, to może lepiej oszczędzić wszystkim nerwów i z góry powiedzieć, że najważniejszym celem dla zawodników są zbliżające się wakacje.
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

