Koniec snów. Pogoń – Zagłębie 1:3
By myśleć o grze w europejskich pucharach podopieczni Czesława Michniewicza musieli w niedzielnym spotkaniu zdobyć komplet punktów. Niestety rozpędzone Zagłębie pokazało wyższą kulturę gry i to oni coraz realniej mogą myśleć o pucharowych wojażach.
Spotkanie rozpoczęło się od dwóch mocnych ataków Zagłębia, które mogły zakończyć się dla gości bramką. Portowcy odpowiedzieli na te akcje dopiero w czternastej minucie. Najpierw Adam Frączczak uderzył w długi róg, ale refleksem popisał się Polacek, a chwilę później znów próbował strzelić nożycami, ale piłka minęła światło bramki. Dziesięć minut później wyśmienitą okazję zmarnował Dwaliszwili, który w sytuacji sam na sam strzelił zbyt słabo, by pokonać dobrze dysponowanego bramkarza gości. Niestety pierwsze czterdzieści pięć minut nie przyniosło już więcej emocji. Obie drużyny próbowały kreować grę, ale z tego wszystkieo piłka najczęściej lądowała daleko poza bramką
Na drugą połowę meczu nie wyszedł już Adam Gyursco oraz Łukasz Zwoliński. W ich miejsce na boisku pojawili się Miłosz Przybecki i Takafumi Akahoshi. Pojawienie się „Miłka” na boisku zaprocentowało w 56. minucie spotkania. Prawy pomocnik pociągnął akcje i świetnym podaniem otworzył drogę do bramki dla Riacardo Nunesa. Obrońca uderzył po długim rogu nie do obron dla bramkarza gości. Szczęście Portowców nie trwało długo. Trzy minuty później Zagłębie doprowadziło do wyrównania. Dla Miedziowych trafił Jarosław Kubicki, który wykorzystał świetną wrzutkę Łukasza Janoszki. Goście poszli za ciosem i chwilę później Arkadiusz Woźniak wyprowadził lubinian na prowadzenie. Granatowo-bordowi kilkukrotnie próbowali doprowadzić do wyrównania. Jednak do końca meczu zawsze coś stało m na przeszkodzie. Na dwie minuty Zagłębie potwierdziło swoją dominację. Łukasz Piątek trafił na 3:1, więc większość kibiców postanowiła w tym momencie opuścić trybuny.
Można pokusić się o stwierdzenie, że w Pogoni potrzebne są zmiany. Oglądając niedzielne spotkanie miało się wrażenie, że zmiany potrzebne są na każdym poziomie. Począwszy od kibiców, którzy wychodzą przed ostatnim gwizdkiem, po grę zespołu, w której nie było widać żadnych pozytywów. Puchary były na wyciągnięcie ręki, ale z takim stylem gry to chyba dobrze, że do nich nie trafiliśmy. Smutno było patrzeć na ten mecz, a jeszcze gorzej byłoby spoglądać na porażkę z trzecią drużyną maltańskiej ligi.
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

