Wola walki to za mało. Wilki żegnają się z play-offami
Niewiele zabrakło to tego, by koszykarze King Wilków Morskich doprowadzili do wyrównania rywalizacji. Decydującym momentem był koniec drugiej kwarty, w którym goście złapali swój rytm gry. Po dogrywce sobotnie spotkanie zakończyło się wynikiem 75:83.
Drugie spotkanie w Szczecinie, a czwarte w ćwierćfinałowej rywalizacji z Anwilem Włocławek dobrze rozpoczęło się dla King Wilków Morskich. Rzucanie rozpoczął od celnej trójki Russel Robinson, a chwilę później w swoim stylu, czyli efektownym dunkiem, dobijał piłkę CJ Aiken. Dobrą passę potrzymał Paweł Leończyk, który po pojawieniu się na parkiecie zdobył pięć puktów i na tablicy wyników pojawił się wynik 10:2 po niespełna dziesięciu minutach gry. W tym momencie goście poprosili o czas, który podziałał na nich mobilizująco. Anwil zdołał odrobić część strat. Wilki na szczęście dobrze ustawiały defensywę i nieoczekiwanie pierwsza kwarta zakończyła się dla nich ośmiopunktowym prowadzeniem (19:11).
Druga ćwiartka znów rozpoczęła się od serii 6-0 dla Wilków, co pozwoliło na chwilę odskoczyć gościom na czternaście oczek. Anwil w ogólne nie przypominał drużyny, która z łatwością wygrywała spotkania prze własną publicznością. Popełniali dużo błędów i mieli duże problemy z celnością. W końcówce kwarty Anwil wziął się w garść i po części zdołał odrobić straty. Dlatego na przerwę oba zespoły wychodziły przy wyniku 42:35.
Zmiana stron nie zmieniła zbytnio obrazu gry. Zarówno jedna, jak i druga drużyna robiła wszystko, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Dobrze, jak zwykle, na parkiecie radził sobie duet Robinson – Kikowski. Głównie dzięki nim i dobrej defensywie całego zespołu Wilkom znów udało się odskoczyć na dziesięć oczek (52:42). Przed decydującą kwartą wciąż na prowadzeniu byli szczecinianie, którzy na swoim koncie mieli pięćdziesiąt sześć oczek, a goście o osiem mnie.
Ostatnie dziesięć minut rozpoczęła celna trójka Roberta Skibniewskiego, przez co gra nabrała rumieńców. Pół minuty później dwa oczka dorzucił Danilo Andjusić i Wilki prowadziły już tylko trzema punktami. Od tego momentu gra zaczęła być prowadzona akcja za akcję, ale oba zespoły miały problem ze skutecznością. Dopiero trójka Franka Gainesa w ostatniej sekundzie akcji Wilków znów dała im kilka chwil spokoju. W takich momentach Rotwailery mają w swoim składzie człowieka od zadań specjalnych – Davida Jelinka. Czech najpierw zdobył dwa oczka z rzutów osobistych, a później asystował przy trójce dającej pierwsze prowadzenie gościom na dwie minuty przed końcem spotkania. Na szczęście w Wilkach gra Robinson, który na czterdzieści sekund trójką doprowadził do wyrównania po 66. Wilki miały jeszcze piłkę meczową, ale w ostatniej akcji Russel nie trafił i sędzia musiał zarządzić dogrywkę.
W istnej wojnie nerwów Anwil kąsał celnymi trójkami, ale Wilki nie pozostawały dłużne i cały czas trzymały wynik. Dopiero na w ostatnich dwóch akcjach zawiodła ich celność. Z końcowym gwizdkiem goście mogli cieszyć się zwycięstwem i awansem do kolejnej rundy play-off.
tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski

