Wilki pokonały lidera. King Szczecin – Turów Zgorzelec 107:105!
Niedzielne spotkanie King Szczecin z Turowem Zgorzelec, aktualnym liderem rozgrywek przyniosło wiele emocji,dogrywkę i co najważniejsze zwycięstwo i dwa punkty na koncie szczecińskich zawodników.
Spotkanie otworzył Zach Robbins, zdobywając punkty spod kosza. Chwilę później swoje okazje wykorzystali Robinson i Nowakowski, a na tablicy wyników pojawił się wynik 7:0. Jednak goście szybko wzięli się w garści i szybko wyrównali stan rywalizacji. Dla Turowa w pierwszej kwarcie spotkania najlepiej punktował Denis Ikovlev, rzucając pięć oczek. Podopieczni Marka Łukomskiego mimo tego przez większość czasu byli na prowadzeniu, choć nie potrafili zbudować wyraźnej przewagi. Największą niespodzianką, która na kilkanaście minut przerwała spotkanie była awaria tablicy świetlnej, na niespełna czterdzieści sekund przed końcem kwarty. Po tych perturbacjach punkty zdibyli goście, a na pierwszą przerwę z trzypunktową przewagą schodzili zawodnicy King Szczecin (22:19).
Na początku drugiej odsłony Turów rzucił cztery oczka z rzędu i przez chwilę objął prowadzenie. Szybko sytuację zmienił Tylor Brown, który trafił spod kosza i chwilę później z dystansu. Jednak ta kwarta nie układała się po myśli szczecinian. Cały czas walka toczyła się wokół remisu i cały czas gospodarze mieli duże problemy z upilnowaniem Ikovleva, który często trafiał z dystansu. Dzięki dobrej defensywie i przekroczeniu przez gości limitu fauli Wilkom udało się doprowadzić do remisu. Ozdobą końcówki pierwszej połowy był efektowny wjazd pod kosz Kuby Garbacza. W dodatku zakończony świetnym wsadem. Jeszcze lepiej radził sobie na linii rzutów osobistych Paweł Kikowski. Był bezbłędny w każdej z dziesięciu prób! Do tego dołożył sześć oczek z gry i dzięki temu po pierwszej części spotkania na tablicy wyników widniał remis po 45.
Drugą połowę spotkania również otworzył szczeciński podkoszowy, który po upływie kilkudziesięciu sekund popisał się również udanym blokiem. W końcu czterokrotnie z dystansu trafił Nowakowski i dzięki temu podopieczni trenera Łukomskiego odskoczyli rywalom na kilka punktów. Niestety przez czasem niepotrzebne faule goście zaczęli punktować z linii rzutów osobistych i znów na tablicy widniał remis (po 63). Wilki W końcówce kwarty oddawały nieprzemyślane rzuty i na ostatnią przerwę techniczną to goście schodzili z minimalną przewagą (66:68).
Trójka Garbacza rozpoczęła rzucanie w ostatnich dziesięciu minutach. Później na parkiecie trwała wyrównana walka kosz za kosz. Momentami dobrze wyglądała gra w defensywie szczecinian. Widać było, że każdy z zawodników King Szczecin dobrze wywiązywał się ze swoich zadań. Praktycznie bezbłędny w tym elemencie był Russel Robinson. W ataku dobrze radzili sobie Kikowski i Brown. Na niespełna cztery minuty przed końcowym gwizdkiem szczecinianie prowadzili sześcioma punktami i wszystkim w hali powoli zaczęła rodzić się nadzieja na drugie w tym sezonie zwycięstwo. Goście mieli zupełnie inne plany. Rozpoczęli bronić bardzo wysoko, czym skutecznie przeszkadzali w przeprowadzaniu ataków. W końcówce odpalił niewidoczny przez większość meczu David Jackson i spotkanie nabrało jeszcze większych rumieńców. Na dwadzieścia sekund przed końcem spotkania Robinson trafił spod kosza i wyprowadził Wilki na jednopunktowe prowadzenie. Piłka meczowa należała jednak do gości i swoją szansę znów wykorzystał Jackson. Szczecinianom pozostało osiem sekund na wyprowadzenie skutecznej akcji. Goście uciekli się to faulu i na sekundę przed końcem rzuty osobiste miał Brown. Trafił jedną z dwóch prób, czym doprowadził do remisu (91:91) i dogrywki.
Dodatkowy czas lepiej rozpoczęli gospodarze. Najpierw za dwa trafili Robinson i Kikowski, a następnie trójkę dorzucił Garbacz. Turów odpowiedział dwiema trójkami Michalaka. W połowie dogrywki Wilki prowadziły pięcioma punktami i to oni byli bliżej ostatecznego zwycięstwa. Najwięcej sił zachował Tylor Brown, który oprócz zadań ofensywnych, dobrze radził sobie w obronie. Na szczęście reszta zespołu również wytrzymała ciśnienie i dwa punkty zostały w Szczecinie (107:105).
tekst: oam
foto: Mateusz Szklarski

