Pierwsza porażka Pogoni pod wodzą trenera Michniewicza
Pogoń Szczecin przerwała passę wygranych spotkań i poniosła klęskę w Warszawie. Mimo szybkiego prowadzenia i dobrej gry w pierwszej połowie, Portowcy nie dowieźli pozytywnego wyniku do końca meczu i przegrali z Legią Warszawa 2:1.
Już pierwsze minuty przyniosły Pogoni prowadzenie. Akcję rozpoczął Nunes podając piłkę do Frączczaka. Ten popędził lewym skrzydłem, dośrodkował w pole karne, gdzie na futbolówkę czekał już szczeciński Zorro. Zamknięcie akcji głową było formalnością. Kuciak był bez szans, a na tablicy wyników w 3. minucie widniało 0:1 dla szczecinian. Portowcy nie zamierzali bronić wyniku, częściej przebywali na połowie rywala i stwarzali sytuacje bramkowe. Z biegiem czasu na boisku pojawiała się większa nerwowość i faule jednej i drugiej drużyny. Warszawiacy próbowali przebić się pod bramkę gości głównie lewym skrzydłem, ale Pogoń umiejętnie przerywała te próby. W 20. minucie tuż przed polem karnym Portowców zrobiło się gorąco. Po faulu Matrasa, gospodarze mieli dobrą szansę na zdobycie gola. Po podaniu Brzyskiego, świetną sytuację miał Żyro, ale jego strzał obronił Janukiewicz. Pogoń szybko wyszła z kontrą i chwilę później zyskała rzut wolny w dogodnym miejscu do oddania strzału. Niestety Murawski uderzył nad poprzeczką. Pod bramką szczecinian działo się coraz więcej. W 27. minucie Saganowski otrzymał dalekie podanie od Furmana, ale nieczysto uderzał głową. Janukiewicz nie miał problemu ze złapaniem piłki. Legia wciąż atakowała. Nieco schowana Pogoń, czekała na dobrą okazję do kontrataku. Dopiero w 43. minucie Kamess popędził z piłką pod pole karne Wojskowych, ale jego strzał został zablokowany. Minutę później groźnie było znowu pod bramką gości. Brzyski dobrze dośrodkował w pole karne, Janukiewicz wybił piłkę prosto pod nogi Guilherme, a ten nie zastanawiając się długo, oddał mocny strzał. Dzięki przytomnej postawie kapitana szczecińskiej drużyny, Pogoń nie straciła bramki. Sędzia doliczył minutę, ale do końca pierwszej części spotkania wynik nie uległ zmianie.
Zaraz po przerwie, trener miejscowych dokonał zmiany napastnika. Na boisku zamiast Marka Saganowskiego pojawił się Orlando Sa. Legia zaczęła drugą połowę bardzo agresywnie. Pogoń również starała się stworzyć zagrożenie pod bramką gospodarzy. Jednak już w 50. minucie legioniści doprowadzili do wyrównania. Żyro podał wzdłuż linii bramkowej, a obrońca Pogoni, wybił piłkę wprost pod nogi Guilherme. Ten bez zawahania oddał mocny i celny strzał. Janukiewicz nie miał w tym starciu najmniejszych szans. Legia zaczęła stwarzać sobie coraz więcej sytuacji, a ich gra wyglądała dużo lepiej niż w pierwszej połowie. W 63. minucie Zwoliński miał świetną okazję na zdobycie drugie gola, jednak piłka odbiła się od nogi jednego z legionistów. Dalsze ataki były przeprowadzane już głównie przez legionistów. W 69. minucie przyniosło to zamierzony efekt w postaci bramki na 2:1. Za faul Rudola na Kucharczyku sędzia podyktował rzut wolny. Z lewego skrzydła dośrodkowywał Furman, a piłkę do bramki Janukiewicza wpakował Lewczuk. Szczecinianie nadal nie potrafili zagrozić bramce Kuciaka. W 72. minucie Rogalski otrzymał żółtą kartkę za faul na Orlando Sa. Jest to jego 8. kartka w sezonie co wiąże się z pauzą w następnym meczu. Minutę później na boisku pojawił się Danielak, który zmienił Kamessa. Do końca spotkania gospodarze nie oddali już prowadzenia gościom nie dając im szans na skonstruowanie dobrej akcji. W 87. minucie Janota zmienił Kuna. Jego występ nie trwał jednak długo. Po ostrym faulu na Furmanie, został odesłany do szatni z czerwoną kartką. W doliczonym czasie Pogoń próbowała jeszcze zaskoczyć Mistrza Polski, ale nie przyniosło to zamierzonych efektów. Mecz zakończył się wynikiem 2:1.
Mimo przegranej w Warszawie, pozostałe mecze ułożyły się na korzyść Portowców. Oznacza to, że szczecinianie kończą rundę zasadniczą T-Mobile Ekstraklasy na 7. miejscu i awansują do grupy mistrzowskiej. Pierwszy mecz w Szczecinie Pogoń rozegra z Lechią Gdańsk.
tekst: Patrycja Wilczak
foto: Mateusz Szklarski

