Polski Mourinho

Czesław Michniewicz po półtorarocznym bezrobociu wrócił do trenowania. Przejęcie Pogoni Szczecin tchnęło wiatr w żagle zespołu.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam trenera Michniewicza, na myśl nasunęło mi się słowo „asertywność”. Stał przede mną człowiek, który szkolił się w Bayernie czy Tottenhamie, ale też człowiek, który wyprowadził z dołka niejedną ekstraklasową drużynę. W takim dołku była Pogoń. W rundzie wiosennej pod wodzą Jana Kociana zgromadziła ona tylko pięć punktów. Ich gra nie przynosiła efektów i wtedy pojawił się on. Nie wszyscy byli pewni, czy ten wybór jest odpowiedni. Zresztą, gdy próbuje się czegoś nowego zawsze są wątpliwości. Niektórzy bardzo chcieli powrotu byłego trenera Pogoni Dariusza Wdowczyka. Inni czekali na nową, świeżą falę. I taką falą okazał się trener Michniewicz…

Jeśli popatrzymy na trenera Michniewicza z innej strony, zobaczymy bardzo otwartego i miłego człowieka, silnie związanego z Gdynią. Często wspomina o niej na Twitterze czy swoim profilu na Facebooku. Jest to osoba bardzo chętna do współpracy z mediami, często podrzuca śmieszne powiedzenia i ciekawe anegdoty. Sam również udziela się na różnych portalach społecznościowych.

Swojej pracy trener Michniewicz poświęca się w stu procentach. Obserwuje mecze rezerw, chodzi na treningi młodszych roczników. Miałam okazję spotkać go na meczu Pogoni Szczecin CLJ młodszych przeciwko Lechii Gdańsk. Często stawia na młodzież. Przykładem tego jest ostatni mecz z Cracovią, w którym Dominik Kun zagrał od pierwszej minuty. Spisywał się też bardzo dobrze. Szkoleniowiec Pogoni wspominał, że chce systematycznie wprowadzać młodzież, bo jeśli wpuściłby do meczowej jedenastki samych młodocianych zawodników, nie mieliby się oni od kogo uczyć.

Aktualnie Pogoń po dwóch meczach pod wodzą Czesława Michniewicza sprawuje się świetnie. Wiedzą po co grają i jak mają grać. Nie jest to bezsensowne błąkanie się po boisku, tylko twarda walka. Tak jak powiedział kapitan zespołu Rafał Murawski, zawodnicy czekają za podwójną gardą i czekają na odpowiedni moment żeby wyprowadzić decydujący silny cios.

Podsumowując pracę trenera Michniewicza, po dwóch meczach, mogę stwierdzić, że jest to dobry wybór. Jego twarda ręka i zaangażowanie tchnęło nowe życie w Portowców. A charyzma pozwala zmotywować chłopaków do walki do samego końca.

tekst: Patrycja Wilczak
foto: PP


Reklama