Tutaj mam najlepsze warunki do tego, by się rozwijać – rozmowa z Jakubem Garbaczem, zawodnikiem King Wilków Morskich Szczecin

Jakub Garbacz, to 21-letni koszykarz, który w minionym sezonie występował w pierwszoligowym GKS-ie Tychy. Z Wilkami podpisał dwuletni kontrakt i w tym czasie nie zamierza próżnować. – Wygrać każdy kolejny mecz i chcę w tym pomóc – mówi nam zawodnik.

Zacznijmy może od tego, jak zaczęła się Twoja przygoda z koszykówką?
– Moja przygoda z koszykówką zaczęła się w podstawówce, tata zaprowadził mnie na pierwszy trening koszykówki do UKS 40 i tak już zostałem na dłużej. Mój tata kiedyś grał amatorsko w kosza, więc w dużej mierze rodzina mnie tym zaraziła i wspiera.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że trenowałeś siatkówkę i piłkę ręczną. Co się stało, że ostatecznie postawiłeś na basket?
– To koszykówka wybrała mnie! A tak serio, to po prostu nie czułem, że to coś dla mnie, a po pierwszym treningu koszykówki chciałem więcej i więcej.

Czym jest dla Ciebie ten sport?
– Życiem! Sposobem na wolny czas, na nudę, na problemy i przyszłością.

Wspomniałeś o UKS 40 Radom. To na pewno ważny dla Ciebie klub, ze względu na początki. Jak wspominasz ten czas?
– Trenerem był Jacek Spyt. Początki pamiętam, że były trudne, bo pierwsze swoje punkty w życiu zdobyłem na swój kosz. Mieliśmy super grupę, byliśmy w finałach U14, a pięciu z nas było w kadrze Mazowsza (4 zawodników i trener) na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, gdzie zajęliśmy drugie miejsce.

Kolejnym etapem w Twoim życiu był Polfarmex Kutno i GKS Tychy. To w tych klubach nabywałeś doświadczenia, by ostatecznie zagościć w Szczecinie. Dlaczego wybrałeś właśnie King Wilki Morskie?
– Każdy w życiu szuka nowych wyzwań i do czegoś dąży. Ja dążę do bycia coraz lepszym zawodnikiem i uważam, że tutaj mam najlepsze warunki do tego, by się rozwijać.

Stawiasz na rozwój, ale wiele się mówi o tym, że przeskok z niższych lig do TBL jest ogromny. Podołasz?
– Widać ogromną różnicę, zaczynając od organizacji, podejścia do koszykówki, treningów i przede wszystkim dużo lepszych zawodników. Robię wszystko by temu podołać i w przyszłości pomagać drużynie w wygrywaniu meczów.

Wróćmy teraz do Wilków. Jaki stawiasz sobie cel przed sezonem?
– Drużynowym celem jest na pewno wygrać każdy kolejny mecz, a prywatny? Chcę w tym pomóc!

Do rozgrywek w Tauron Basket Lidze pozostał miesiąc. Trenujecie intensywnie, powiedz z kim w drużynie najlepiej się dogadujesz, a z kogo czerpiesz motywację?
– Najwięcej czasu spędzam z Bartkiem Wróblem. Nawet razem mieszkamy, bo Bartek czeka na swoje mieszkanie, ale nie mogę zapomnieć o moim sąsiedzie w szatni, Marcinie Nowakowskim!
Podpatruję wszystkich zawodników, ale najczęściej rywalizuję z Łukaszem Majewskim i to od niego dużo się uczę.

Na pewno masz też koszykarski wzór do naśladowania.
– Tak, Michael Jordan, bo to jest ikona tego sportu i Stephen Curry, bo gdy zaczynał w NBA, to często miał problemy z kostkami i utożsamiałem się z nim (śmiech). Samemu często mi się zdarzały, a że dziś gra na takim poziomie, to tylko mnie motywuje.

Wzorując się na takich zawodnikach, można wywnioskować, że marzy ci się NBA.
– NBA, to takie wielkie marzenie. Mam też kilka mniejszych, między innymi mistrzostwo Polski, kadra Polski seniorów czy gra w Eurolidze.

Sporo do zrealizowania, to gdzie widzisz się za 5 lat?
– Nie wybiegam tak daleko w przyszłość, wiem gdzie będę jutro o 11 – na Azoty Arenie.

Wróćmy jeszcze do twojej gry. Czy była jakaś sytuacja na boisku, która zapadła ci w pamięć?
– Pierwsze punkty w życiu zdobyłem na swój kosz. W trzeciej kwarcie pobiegłem na kosz, na który wcześniej rzucali koledzy, ale żeby było śmieszniej, dobijałem z pięć razy, bo nie mogłem trafić.

A mecz?
– Mecz, który najbardziej zapadł mi w pamięć miał miejsce w poprzednim sezonie z Prudnikiem. Mimo że chyba zdobyłem w meczu 13 punktów, to mój celny rzut za 3 punkty w ostatnich sekundach, pozwolił wygrać spotkanie.

Oprócz bycia zawodnikiem, jesteś również kibicem którejś drużyny?
– King Wilków Morskich Szczecin!

Wspomniałeś, że koszykówka jest dla Ciebie sposobem na wszystko, ale co robisz, gdy wracasz do domu?
– W wolnych chwilach oglądam filmy i seriale.

Polecisz coś kibicom King Wilków Morskich?
– Polecam nowy film „Southpaw” („Do utraty sił”), a z seriali „Gotham”, „The Walking Dead” i „How to get away with murder”.

W Szczecinie koszykówka nie jest aż tak popularna jak piłka nożna. Jak przekonasz kibiców żeby przyszli oglądać wasze spotkania?
– Oglądając piłkę nożną można na chwilę zamknąć oczy i nie zobaczyć jedynej bramki w meczu, a w koszykówce cały czas coś się dzieje. Nawet jak nie zobaczysz rzuconych dwóch punktów swojej drużyny, to jeszcze masz szansę na jakieś co najmniej 60 innych! Zapraszam na mecze i do kibicowania!

tekst: Paulina Pakos
grafika: King Wilki Morskie Szczecin


Reklama