Czwarta wyjazdowa porażka King Wilków Morskich Szczecin

Nie udało się podopiecznym trenera Marka Łukomskiego odnieść drugiego wyjazdowego zwycięstwa w bieżącym sezonie Tauron Basket Ligi. Tym razem musieli uznać wyższość zawodników Rosy Radom. Spotkanie przez pierwszą połowę było bardzo wyrównane, ale ostatecznie zakończyło się wynikiem 75:65.

Przed wyjazdowym meczem z Rosą Radom największą niewiadomą było pytanie czy sztab medyczny zdoła doprowadzić do formy playmakera szczecińskiego zespołu, Koriego Luciousa. Amerykanin nabawił się kontuzji w trakcie spotkania ze Startem Lublin i jego nieobecność w ostatnim meczu z Anwilem była bardzo widoczna. Całe szczęście klubowym lekarzom udało się wyleczyć ten uraz i w pierwszej piątce mogliśmy oglądać Koriego.

W pierwszej odsłonie meczu najskuteczniejszym zawodnikiem Wilków był CJ Aiken. Podkoszowy zdobył sześć punktów i był bardzo widoczny pod tablicami. Biorąc pod uwagę to, jak prezentował się cały zespół w poprzednim spotkaniu, to wciąż widoczne były te same mankamenty. Pięć strat i zerowa skuteczność w rzutach z dystansu dawały podstawy do niepokoju. Jednak gospodarze sobotniego pojedynku również niemrawo rozpoczęli to spotkanie i po pierwszej kwarcie na tablicy wyników widniał rezultat remisowy, po trzynaście.

Drugą kwartę lepiej rozpoczęła drużyna Wilków. Po celnych rzutach osobistych Pawła Kikowskiego i skutecznej grze Aikena szczecińska drużyna wyszła na czteropunktowe prowadzenie. Później gospodarze wyrównali i objęli prowadzenie, ale w końcu skutecznie za trzy trafili Marcin Nowakowski i Frank Graines i znów mogliśmy się cieszyć z paropunktowego prowadzenia. Wilkom nie udawało się jednak utrzymywać prowadzenia, co chwila wychodzili na nie, ale Rosa nie pozwalała na zbudowanie spokojnej przewagi i cały czas trzymała wynik i dlatego znów i ta część zakończyła się remisem (34:34).

Po zmianie stron drużyna Wilków rozpoczęła grę od objęcia prowadzenia, ale z upływem czasu dawały o sobie znać stare grzechy czyli brak skuteczności w wykańczaniu akcji. Ciągle przydarzały im się również niepotrzebne straty, jak na przykład błędy kroków. Głównie dzięki temu gospodarzom udało się wyjść na kilkupunktuwe prowadzenie, którego nie oddali do końca kwarty (58:53).

Ostatnia kwarta rozpoczęła się dosyć niemrawo. Obu zespołom brakowało zimnej krwi w wykańczaniu akcji ofensywnych. Przez to w ciągu pięciu minut pierwszych minut w sumie obie drużyny zdołały rzucić tylko sześć punktów. Racja, spora w tym zasługa gry obronnej, ale zazwyczaj końcówki spotkań w TBL przynoszą najwięcej emocji, a tu wydawało się, że ich nie zobaczymy. Na dwie minuty przed końcem spotkania Rosa wyszła na dziesięć oczek przewagi i można było powiedzieć, że jest już po meczu. Podopieczni Marka Łukomskiego próbowali gonić wynik, ale ostatecznie Radomianie utrzymali swoją przewagę i całe spotkanie zakończyło się wynikiem 75:65.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama