Piąte z rzędu zwycięstwo Portowców

Udanie zainaugurowała rozgrywki w 2016 roku szczecińska Pogoń. Świetna druga połowa zaważyła na wyniku spotkania, o pierwszej wszyscy chcieliby jak najszybciej zapomnieć.

Do pierwszego w tym roku meczu trener Czesław Michniewicz od pierwszej minuty desygnował na pole gry tylko jednego nowo pozyskanego w zimowej przerwie zawodnika, Węgra Adama Gyursco. Dodatkowo na ławce rezerwowych znalazło się jedynie miejsce dla jeszcze jednego, pół – debiutanta w granatowo-bordowych barwach, Dawida Korta.

Pierwsze minuty spotkania prowadzonego w strugach deszczu były bardzo wyrównane. Obie jedenastki nie odpuszczały i widać było, że każda liczy na komplet punktów. Wynik spotkania otworzył Bartłomiej Pawłowski w szóstej minucie meczu. Zwiódł obronę Pogoni i ładnym uderzeniem pokonał Jakuba Słowika. Niestety stracona bramka nie podziałała na szczecinian mobilizująco. Dziesięć minut później było już dwa zero dla scyzoryków. Znów nie poradzili sobie defensorzy, przepuścili dośrodkowanie z lewej strony i Airmowi Cabrera nie pozostało nic niż umieścić piłkę w siatce. Pogoń częściej była przy piłce, ale nic z tego nie wychodziło. Portowcy decydowali się na strzały z dystansu, co przy stanie murawy mogło przynieść wymierne skutki, ale szwankowała skuteczność i nie stwarzało to zagrożenia w polu bramkowym Zbigniewa Małkowskiego. Najlepszą okazję do zdobycia kontaktowego gola miał w 42 minucie Marcin Listkowski. Jednak zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i oddał silny strzał, który Małkowski sparował na rzut rożny.

W miejsce słabo spisującego się Listkowskiego na drugą połowę meczu wszedł Łukasz Zwoliński. Jednak pierwsi okazję do podwyższenia prowadzenia mieli koroniarze. Indywidualną akcję popisał się Pawłowski, który mógł strzelić swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Pogoń odpowiedziała chwilę później. Dobrze w polu karnym znalazł się Dvalishvili, ale w dogodniej sytuacji minimalnie przestrzelił. Po kwadransie w końcu padła upragniona przez wszystkich kibiców w Szczecinie bramka. Adam Frączczak dośrodkował z prawej strony boiska, piłkę w polu karnym próbował przyjąć Lado i zrobił to na tyle skutecznie, że Rafał Murawski silnym strzałem znalazł drogę do bramki kielczan. Po tym trafieniu podopieczni Czesława Michniewicza raźniej zabrali się do odrabiania strat. Sprawę w swoje ręce wziął Adam Frączczak i na dwadzieścia minut przed końcem zdobył wyrównującą bramkę. Pociągnął akcję prawą stroną i po soczystym uderzeniu piłka odbiła się od dwóch słupków, by w końcu wpaść do siatki. Osiem minut później było już 3:2 dla Granatowo-bordowych. Środkiem boiska popędził Rafał Murawski, minął pięciu przeciwników i pięknym podaniem obsłużył Adama Gyursco i Węgier zdobył pierwszą bramkę na polskiej ziemi. Portowcy szukali okazji do podwyższenia wyniku, ale więcej bramek już w tym meczu nie zobaczyliśmy.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama