Znów remis z beniaminkiem. Pogoń – Termalica 1:1

By po dwudziestu czterech kolejkach być na trzecim miejscu Portowcy nie mogli przegrać spotkania z tegorocznym beniaminkiem Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Czesław Michniewicz nie mógł skorzystać w tym spotkaniu z Adama Frączczaka, który musiał pauzować z powodu kartek oraz z Akahoshiego. Japończyk zmaga się z anginą i nie był brany pod uwagę przy ustalaniu składu na niedzielny pojedynek.

Więcej okazji w pierwszym kwadransie mieli gospodarze, którzy szczególnie groźni byli po stałych fragmentach gry. Termalica swoją szansę miała w piętnastej minucie, kiedy Patrik Misak silnym strzałem zza pola karnego próbował pokonać Jakuba Słowika. Dziesięć minut później w podobnej sytuacji znalazł się Rafał Murawski, ale i on nie był w stanie pokonać Krzysztofa Pilarza, byłego zawodnika Pogoni. Najlepszą okazje do objęcia prowadzenia goście mieli w 28. minucie. Z szybką kontrą prawą stroną boiska pobiegł Kędziora i podał w pole karne do niepilnowanego Juhara. Na szczęście na posterunku był Słowik, który pewnie wybronił strzał Czecha. Na dziesięć minut przed przerwą na listę strzelców mógł wpisać się Vladimer Dvalishvili. Gruzin przytomnie zachował się w polu karnym, ale nie wykorzystał świetnego podania od Adama Gyursco. Do szatni zawodnicy obu drużyn schodzili przy bezbramkowym remisie.

Druga połowa nie mogła lepiej zacząć się dla Portowców. Cztery minuty po wznowieniu gry ładną dwójkową akcję przeprowadził Przybecki z Dvalishvilim i ten pierwszy zdobył bramkę uderzając w długi róg bramki strzeżonej przez Pilarza. Dla dwudziestopięciolatka było to premierowe trafienie w granatowo-bordowych barwach. Od tego momentu Portowcy w pełni kontrolowali przebieg gry. Goście w tym czasie ograniczali się jedynie do kontrataków, ale nie były one zbyt dokładne i w rezultacie nie byli w stanie pokonać dobrze spisującego się między słupkami Słowika. Z każdą upływającą minutą widowisko stawało się coraz bardziej nerwowe i brutalne. Sędzia Jakubik co chwilę przerywał grę by uspokoić porywczych zawodników. Trener Michniewicz długo czekał z przeprowadzeniem pierwszej zmiany. Na kwadrans przed końcem na murawie zameldował się Łukasz Zwoliński, który zmienił Lado. Pięć minut przed końcowym gwizdkiem pod linią końcową zawalczył Przybecki, dośrodkował i Łukasz Zwoliński był bliski podwyższenia wyniku. Niestety na posterunku był Pilarz. W doliczonym czasie gry Słonie zdołały wyrównać. Gola na wagę jednego punktu dla przyjezdnych zdobył Wojciech Kędziora. Spotkanie zakończyło się remisem, podobnie jak w pierwszym spotkaniu między dwoma zespołami.

tekst: Oam
foto: Mateusz Szklarski


Reklama